Mini Haul zawsze dobry!
Witajcie moi mili po świętach! Nie wiem jak u was, ale ja pękam
z przejedzenia!
Jeśli śledzicie mojego Instagrama (miapolkj) wiecie że te święta
spędzałam u rodziny w Hannoverze. Byłam tam prawie tydzień i oczywiście po za
jedzeniem odwiedziłam Primarka i drogerie DM. To dwa obowiązkowe miejsca, gdy
odwiedzam Niemcy ;)
Ten Haul będzie dość malutki jak sami widzicie, ponieważ tym
razem miałam ograniczone środki do wydania na zakupy.
Pokaże też wam, co dostałam i co ostatnio kupiłam.
Najpierw ciuszki!
Pierwszym darem losu był ten genialny, oversizeowy sweter! Właśnie
czegoś takiego potrzebowała moja szafa! Nie istotny jest fakt, że zaczęła się wiosna
a na dworze jest naprawdę ciepło, taki sweter zawsze się przyda. Biało-
granatowy w pepitkę z eleganckimi guzikami, czyli oversizowy sweterek Channel. Świetny!
Babcia powiedziała, że ten sweter jest prawie tak stary jak ja, metka mówi, że
jest z C&A.
Kolejnym swetrowym hitem jest również oversize (lubię mieć u
góry luźno, nic nie poradzę) tym razem z Primarka. Rozmiar całkowicie nie mój –
ja nosze 36/38 a ten dorwałam w rozmiarze 40 wiec widać, że jest dla mnie za duży,
ale to dobrze! Czym luźniej tym lepiej! Niby zwykły szary sweter, ale dziewczęcości
dodaje mu biała wstawka na dole z przodu. Ten sweter wcale nie był rzeczą, którą
musiałam mieć, ale kosztował na przecenie 3 euro! Okazja! Mam nadzieje, że szybko
się nie zniszczy.
Jak pisałam wam bodajże w ulubieńcach marca ostatnim czasem
schudłam parę kilo i każda para moich spodni zaczęła mi spadać z pupy wiec
głównym celem właśnie na zakupy było znalezienie dobrych spodni! Udało się! Pierwsze
z Primarka są jeansowe. Mają dość wyjątkowy kolor, który zakładam – będzie pasował
do większości rzeczy w mojej szafie! Ku mojemu zdziwieniu są to high waisty –
nie miałam pojęcia, że w takim kroju będzie mi dobrze, a jednak! Kosztowały 15
euro, tak jak i drugie spodnie tym razem z H&M! Do H&M weszłam
przypadkowo- przecież u nas w Polsce też jest ten sklep wiec nie wiem, po co
tam weszłam, ale dobrze, że to zrobiłam! Od razu rzuciły mi się w oczy te
czarne spodnie! Chwyciłam, przymierzyłam, kupiłam! Ideał nie spodnie! Jeśli się
zniszczą kupie identyczne!
Kolejnymi rzeczami z serii fashion są skarpetki. Pomyślicie –
ale wariaka kupuje skarpetki w Niemczech. Tak! Na dodatek dodam, że są to
skarpetki męskie. Wariatka do kwadratu, ale nie mogłam się oprzeć! Te wzory! Ja
cierpię na nudę skarpetkowa – w mojej szafie są praktycznie tylko skarpetki
koloru czarnego. Nudy. Te skarpetki dorwałam za jedyne 1 euro. Mają super wzory
i już się zastanawiam, co zrobić żeby ludzie na ulicy patrzeli się na moje
skarpetki!
Ostatnią rzeczą z serii ciuszkowej jest t-shirt – ni to w
sumie t-shirt ni crop top – coś pomiędzy. Musiałam go kupić! Te muszelki i ten
napis! Przesłanie uderza po twarzy każdego, kto na niego spojrzy. Tak, jest dwuznaczny,
ale o to chodzi! Kosztował 5 euro i nie żałuje!
Rzeczą ni z serii ciuszkowej ni kosmetycznej są oczywiście ukochane
przeze mnie herbatki teekanne. W Polsce latam
za nimi i nigdzie ich nie mogę znaleźć. W Niemczech maja ich od cholery! Na moim
Insta znajdziecie foto sklepowej polki z tymi herbatkami! Szok. Ja wybrałam
dwie- zieloną herbatę z cytryną i grejpfrutem oraz białą herbatę z mango i
cytryną! Mniam! Ich cena to ok 2 euro.
Jaką bym była osoba jakbym nie wstąpiła do DM na małe
zakupki. Miałam postanowienie żeby nie kupić za wiele bo w sumie niczego nie potrzebowałam
no ale… kupiłam 3 rzeczy – i tak jestem z siebie dumna!
Pierwsze są konturówki (mam już milion, ale w Polsce nie ma
marki P2 – to moje usprawiedliwienie- a konturówek nigdy dość). Jestem bardzo
ciekawa jak się będą sprawowały. Oczywiście dam wam znać, co o nich myślę. Kupiłam
dwie żeby oczywiście mieć porównanie.
Pierwsza z nich to P2
perfect look lipliner w kolorze 150 fuchsia, druga to perfect color lipliner w
kolorze 129 shy girl. O shy girl co chwila wspomina Szusz- vlogerka youtubowa. Jestem
bardzo ciekawa tych konturówek. Ich cena to ok 2 euro.
Kolejnym produktem must have gdy odwiedzamy Niemcy jest
korektor Maybelline Instant Anti – Age efekt mój w kolorze 01 light. Tego produktu
tez nie ma w Polsce a na youtube trąbia o nim wiec musiałam go kupić i przekonać
się na własnej skórze czy rzeczywiście jest taki super ekstra. Boje się, że może
być dla mnie za ciemny – bo moja skora jest biała jak karta, ale zobaczymy! Kosztował
prawie 10 euro. Sporo jak dla mnie.
Ostatnim produktem z serii kosmetycznej jest róż, który
kupiłam dzień przed wyjazdem do Niemiec i używałam go dzień w dzień, jest to
róż z Max factor creme puff blush mój kolor to 20 lavish mauve. Hit nad hity! Musze
przyznać ze jest chyba lepszy od mojego kochanego Frat Boya z TheBalm. Kupiłam go
na promocji w super pharm za 25 zł! W regularnej cenie kosztuje prawie 60! Wiec
ja wam mówię – biegnijcie go kupić!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz