Dlaczego ten czas tak szybko płynie ?!
Czy wy też macie wrażenie, że dopiero, co minął styczeń? Ja właśnie
tak czuje i jestem załamana. Czas tak szybko leci. Dopiero, co przecież padał
śnieg a już lato za pasem. Boje się, że nim się obejrzę minie cały rok.
Dzisiaj w ostatni dzień maja przedstawiam wam moich
skromnych ulubieńców miesiąca. Miesiąc minął zadziwiająco szybko. Działo się dużo.
Był to bardzo wesoły miesiąc i non stop coś się działo! Maj – mój ulubiony
miesiąc.
1.
Dwa miesiące z ukochanym
Pierwszym i największym ulubieńcem jest mój ukochany. Piętnastego
maja świętowaliśmy dwa miesiące. Dostałam piękny bukiet róż, który wytrzymał
ponad dwa tygodnie (wszystkie kwiaty, które od niego dostaje trzymają się zadziwiająco
długo, bo u mnie kwiaty umierają)! Po kilku dniach dostałam w prezencie swoja
pierwsza wizytę u kosmetyczki (tak! Ja freek kosmetyczny pierwszy raz byłam u
kosmetyczki). W prezencie dostałam zabieg nawilżająco oczyszczający. Zabieg nie
do końca przyjemny i konieczne jest by po zabiegu stosować kremy głęboko nawilżające,
bo przez jakiś czas naskórek się regeneruje i odstają nam brzydkie suche
skorki. Oczywiście przez jakiś czas nie jest wskazane malowanie się.
Pod koniec miesiąca mój misiek miał urodziny i poszliśmy na
park linowy na Kolibkach w Gdyni. Dwie godziny chodzenia po drzewach,
adrenalina i wysiłek. Wykupiłam mu pakiet wysokościowy, w którym zawarte było –
przejście parkiem linowym (cały park był na wysokości trzeciego-czwartego
pietra), skok z wysokości (czwarte piętro – dziesięć minut się zastanawiałam
czy skoczyć – skoczyłam i serce wskoczyło mi do gardła - pierwszy i ostatni
raz!) oraz tyrolka (najprzyjemniejsza cześć). Świętowaliśmy z jego znajomymi na
następny dzień na koncercie Hey. Druga połowa maja idealna!
2.
Czarna bluzka – Vintage – Second Hand
Pierwszym materialnym ulubieńcem jest czarna bluzka. Również
jest ubraniowym ulubieńcem misia. Kilka lat temu dostałam ją i nie wiedziałam
jak ją nosić. Leżała na samym dnie szafy dopóki nie zrobiłam generalnego porządku
w szafie na początku tego miesiąca i nie stwierdziłam, że może uda mi się z nią
zrobić jakąś fajną stylizacje. Okazało się, że lejący się dekolt z przodu można
tez przerzucić na ramiona, co tworzy strój niczym z lat 50’. Bluzka fajnie wygląda
zarówno do stylizacji sportowych jak i eleganckich.
3.
Astor – perfect stay concealer – ivory
Jak pisałam wyżej po wizycie u kosmetyczki musiałam ograniczyć
stosowanie kolorówki. Jednak czymś cienie pod oczami i zaczerwienienia musiały być
zakryte. Z pomocą przyszedł mi korektor z Astor. To jedyny korektor, który pasuje
do mojego koloru skory. Jest naprawdę bardzo jasny, ale mimo to nie rozjaśnia
mojej cery, lecz się w nią wpasowuje. Ma krycie średnie, które można budować do
mocnego. Radzi sobie z moimi nie aż tak mocnymi cieniami i dobrze redukuje
kolor skóry. Kupiłam go na ostatniej wielkiej Rossmanowskiej promocji. Jego cena
to 35 zł wiec dosyć sporo, ale czuje, że na chwile obecną go nie zdradzę! Zdecydowany
ulubieniec!
4.
Inglot – puder hd – 505
Oh, ah! Jestem zakochana! Moja Bahama mama z The Balm poszła
w odstawkę. Dostałam go w połowie miesiąca, ale tak skradł moje serce, że
został ulubieniec. Mój ukochany jednak prezenty umie robić! Idealny chłody
odcień brązu, wręcz wpadający w szarość. Idealny kolor dla blond bladziochow
takich jak ja. Tworzy prawdziwy efekt cienia na twarzy. Typowy produkt do konturowania.
Zawiera drobinki, ale nie przejmujcie się, znikają po nałożeniu na twarzyczkę. Świetnie
odbija światło. Same zalety. Cena wkładu to 34 zł wiec jest o połowę tańszy od
Bahamy mamy!
5.
Bebeauty - micelar water
Nie byłam przekonana do niego kupując go. Bo co może podziałać
płyn za 5zł? Odpowiedz brzmi naprawdę dużo. Może nie jest to nadzwyczajny płyn
typu Bioderma, ale naprawdę daje rade! Całkiem dobrze sobie radzi z mocna
maskarą wiec jestem nawet pod wrażeniem. Ma niestety intensywny, niezbyt przyjemny
zapach, ale wszystko jest do zniesienia. Co najważniejsze nie podrażnia skory a
po zastosowaniu cera jest przyjemnie napięta i czuć ze jest dobrze oczyszczona.
Słyszałam, że wersja z czerwonym opakowaniem jest dużo gorsza wiec nawet nie próbuje
jej kupować. Jeśli nie chcecie wydawać dużo na płyn do demakijażu może warto zajść
do Biedronki.
6.
Teekanne- green tae lemon
Napisze tylko tyle - jeśli jesteście fanami herbat zielonych, ta wam przypadnie do gustu na bank! Kosztuje 5 zł i jest najsmaczniejsza herbatą jaką piłam kiedykolwiek!
Napisze tylko tyle - jeśli jesteście fanami herbat zielonych, ta wam przypadnie do gustu na bank! Kosztuje 5 zł i jest najsmaczniejsza herbatą jaką piłam kiedykolwiek!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz