środa, 27 maja 2015

Ulubieńcy Maja 2015 / May Favourites 2015




Dlaczego ten czas tak szybko płynie ?!


Czy wy też macie wrażenie, że dopiero, co minął styczeń? Ja właśnie tak czuje i jestem załamana. Czas tak szybko leci. Dopiero, co przecież padał śnieg a już lato za pasem. Boje się, że nim się obejrzę minie cały rok.

Dzisiaj w ostatni dzień maja przedstawiam wam moich skromnych ulubieńców miesiąca. Miesiąc minął zadziwiająco szybko. Działo się dużo. Był to bardzo wesoły miesiąc i non stop coś się działo! Maj – mój ulubiony miesiąc.


1.       Dwa miesiące z ukochanym


Pierwszym i największym ulubieńcem jest mój ukochany. Piętnastego maja świętowaliśmy dwa miesiące. Dostałam piękny bukiet róż, który wytrzymał ponad dwa tygodnie (wszystkie kwiaty, które od niego dostaje trzymają się zadziwiająco długo, bo u mnie kwiaty umierają)! Po kilku dniach dostałam w prezencie swoja pierwsza wizytę u kosmetyczki (tak! Ja freek kosmetyczny pierwszy raz byłam u kosmetyczki). W prezencie dostałam zabieg nawilżająco oczyszczający. Zabieg nie do końca przyjemny i konieczne jest by po zabiegu stosować kremy głęboko nawilżające, bo przez jakiś czas naskórek się regeneruje i odstają nam brzydkie suche skorki. Oczywiście przez jakiś czas nie jest wskazane malowanie się.

Pod koniec miesiąca mój misiek miał urodziny i poszliśmy na park linowy na Kolibkach w Gdyni. Dwie godziny chodzenia po drzewach, adrenalina i wysiłek. Wykupiłam mu pakiet wysokościowy, w którym zawarte było – przejście parkiem linowym (cały park był na wysokości trzeciego-czwartego pietra), skok z wysokości (czwarte piętro – dziesięć minut się zastanawiałam czy skoczyć – skoczyłam i serce wskoczyło mi do gardła - pierwszy i ostatni raz!) oraz tyrolka (najprzyjemniejsza cześć). Świętowaliśmy z jego znajomymi na następny dzień na koncercie Hey. Druga połowa maja idealna!


2.       Czarna bluzka – Vintage – Second Hand

Pierwszym materialnym ulubieńcem jest czarna bluzka. Również jest ubraniowym ulubieńcem misia. Kilka lat temu dostałam ją i nie wiedziałam jak ją nosić. Leżała na samym dnie szafy dopóki nie zrobiłam generalnego porządku w szafie na początku tego miesiąca i nie stwierdziłam, że może uda mi się z nią zrobić jakąś fajną stylizacje. Okazało się, że lejący się dekolt z przodu można tez przerzucić na ramiona, co tworzy strój niczym z lat 50’. Bluzka fajnie wygląda zarówno do stylizacji sportowych jak i eleganckich.


3.       Astor – perfect stay concealer – ivory

Jak pisałam wyżej po wizycie u kosmetyczki musiałam ograniczyć stosowanie kolorówki. Jednak czymś cienie pod oczami i zaczerwienienia musiały być zakryte. Z pomocą przyszedł mi korektor z Astor. To jedyny korektor, który pasuje do mojego koloru skory. Jest naprawdę bardzo jasny, ale mimo to nie rozjaśnia mojej cery, lecz się w nią wpasowuje. Ma krycie średnie, które można budować do mocnego. Radzi sobie z moimi nie aż tak mocnymi cieniami i dobrze redukuje kolor skóry. Kupiłam go na ostatniej wielkiej Rossmanowskiej promocji. Jego cena to 35 zł wiec dosyć sporo, ale czuje, że na chwile obecną go nie zdradzę! Zdecydowany ulubieniec!


4.       Inglot – puder hd – 505

Oh, ah! Jestem zakochana! Moja Bahama mama z The Balm poszła w odstawkę. Dostałam go w połowie miesiąca, ale tak skradł moje serce, że został ulubieniec. Mój ukochany jednak prezenty umie robić! Idealny chłody odcień brązu, wręcz wpadający w szarość. Idealny kolor dla blond bladziochow takich jak ja. Tworzy prawdziwy efekt cienia na twarzy. Typowy produkt do konturowania. Zawiera drobinki, ale nie przejmujcie się, znikają po nałożeniu na twarzyczkę. Świetnie odbija światło. Same zalety. Cena wkładu to 34 zł wiec jest o połowę tańszy od Bahamy mamy!


5.       Bebeauty -  micelar water


Nie byłam przekonana do niego kupując go. Bo co może podziałać płyn za 5zł? Odpowiedz brzmi naprawdę dużo. Może nie jest to nadzwyczajny płyn typu Bioderma, ale naprawdę daje rade! Całkiem dobrze sobie radzi z mocna maskarą wiec jestem nawet pod wrażeniem. Ma niestety intensywny, niezbyt przyjemny zapach, ale wszystko jest do zniesienia. Co najważniejsze nie podrażnia skory a po zastosowaniu cera jest przyjemnie napięta i czuć ze jest dobrze oczyszczona. Słyszałam, że wersja z czerwonym opakowaniem jest dużo gorsza wiec nawet nie próbuje jej kupować. Jeśli nie chcecie wydawać dużo na płyn do demakijażu może warto zajść do Biedronki.


6.       Teekanne- green tae lemon

Napisze tylko tyle - jeśli jesteście fanami herbat zielonych, ta wam przypadnie do gustu na bank! Kosztuje 5 zł i jest najsmaczniejsza herbatą jaką piłam kiedykolwiek! 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz