wtorek, 30 czerwca 2015

Ulubieńcy Czerwca 2015 !




Zatrzymajcie ten czas!



Kolejny miesiąc minął jak z bicza strzelił. Egzaminy pozdawane, nowa praca, wszystko idzie tak jak ma iść. Niestety nie uda mi się obronić w lipcu – wszystko przekładam na wrzesień – no i niestety mój kochany z końcem miesiąca pojechał do swojego miasta pracować, jako psycholog (czyli zaczyna prace w swoim zawodzie) i będziemy się widywali tylko w weekendy, gdy ja i on będziemy mieli wolne. Trzy miesiące w rozłące, ale co poradzę. Życie.
Ale wracając… tak się prezentują moi czerwcowi ulubieńcy.


1.       Kurtka jeansowa

Wygrzebałam ją z mamy szafy. Z tego, co mi mówiła kupiła ją jakieś piętnaście lat temu. Jest na mnie, co prawda o jakieś 2 numery za duża, ale to nie przeszkadza żeby wygląda w niej szałowo. Na letnie, chłodne wieczory nadaje się idealnie.


2.       Moja kolekcja stopek (skarpetek do balerinek)

Jak wspomniałam wyżej dostałam nową prace gdzie koniecznie musze nosić balerinki wiec zaopatrzyłam się w dostateczna ilość stopek. Nie wiem czy jestem nie normalna, ale jak na nie patrzę to od razu robi mi się weselej. To, co widzicie na zdjęciu to mniej więcej 1/3 mojej skromnej kolekcji.


3.       Kasetka Freedom System Flexi

Dzisiaj nie o samej palecie, która mówiąc ogólnie jest cudowna i mieszczą się w niej dwadzieścia pięć cieni, ale bardziej o tym, że jestem bardzo zadowolona, że brakuje tyło sześciu cieni do jej wypełnienia. Bardzo się z tego cieszę. Jestem również bardzo szczęśliwa, że mój kochany wspiera moją pasje i kilka cieni, która już mieszka w kasetce jest od niego.  Makijaż oczu to moja nowa pasja i jak możecie dojrzeć w mojej kasetce pojawiło się kilka odważniejszych kolorów. Kocham je!


4.       Rimmel lasting finish by Kate Moss no 19


W końcu chyba znalazłam idealny kolor I idealną pomadke dla siebie! Mam nadzieje że wiele z Was zna te pomadki i dobrze wiecie, że charakteryzują się one świetną pigmentacja i nawilżeniem. Porównałabym je do pomadek Vision Lipstick z Golden Rose jednak te pieknie pachną i znacznie przyjemniej się ich używa. Jej kolor jest idealny jest to brąz z nutką różu, świetnie się sprawdza, na co dzień. Jest tak świetny, że trudno go gdziekolwiek znaleźć ja dopiero wyrwałam go na półkach w super-pharm.               


5.       Bandi – krem z algami morskimi

Po wizycie u kosmetyczki zainwestowałam w dobry krem nawilżający. Ten z Bandi zbiera same pozytywne opinie.  Krem niesamowicie szybko się wchłania, pięknie pachnie, nie ściąga, nadaje się pod makijaż.  Po miesiącu stosowania czuje poprawę w wyglądzie mojej skory. Jestem zachwycona. Myślę, że stworze osobny post o codziennej pielęgnacji.  Krem kosztuje ok 50 zł.




KOBO eyeshadows !




Nowości, nowości!


Hejka, hejka, hejka.
 Jestem ogromnie podniecona pisząc do was, bo moja paleta cieni rozrasta się ostatnio bardzo szybko. Całkiem niedawno wpadły do mojej palety cienie ze znanej nam wszystkim firmy drogeryjnej Kobo Professional. Dzisiaj się podzielę z wami moją opinią na ich temat oraz pokaże wam moje kolory i napisze, jaka jest różnica miedzy cieniami matowymi mono a tymi metalicznymi z serii fashion.



Cienie zafascynowały mnie już na początku czerwca – stwierdziłam wtedy, że aż wstyd, że nie mam znanego 205 Golden Rose – z upływem czasu dokupywałam kolejne.  Kolor turquoise kupiłam zaledwie tydzień temu. Wiec jak sami widzicie coś musi być w tych cieniach ze, co chwila je dokupuje. Napisze wam, zatem co ;)

Przede wszystkim na ich ogromny plus przemawia pigmentacja. Jeśli chodzi o kolory matowe nie bałabym się stwierdzić, że kolory matowe są nieco lepiej napigmentowane niż moje kochane Ingloty. Ostatnie zdjęcie pokazuje cienie nałożone bez bazy. Jest to lekkie pociągniecie. Szok. Niestety, jeśli chodzi o maty niestety są one znacznie bardziej suche niż Ingloty (może właśnie, dlatego są tak napigmentowane).

Jeśli chodzi o cienie z drobinkami. Posiadam tylko już wspomniany wyżej kolor 205 – jestem zachwycona. W porównaniu do matów mają one znacznie bardziej „wilgotne” wykończenie, przez co bardzo długo utrzymują się na powiece jednak mimo to po jakimś czasie drobinki lekko się osypują.

Jeśli chodzi o ogólną opinie: z cieni jestem bardzo zadowolona. Świetne się blendują i mają świetną pigmentacje. Szkoda tylko, że mają tak ubogą gamę kolorystyczną, jednak nie jest, że biorąc pod uwagę, że jest mowa o marce drogeryjnej. Co sezon Kobo wprowadza do szaf edycje limitowane – z edycji limitowanej jest właśnie kolor turquoise.  Za cenę 10 zł otrzymujemy produkt bardzo dobrej, jakości, porównywalny, do jakości cieni marki profesjonalnej, jaką jest podobno Inglot.


Do kupna zachęcają częste promocje w drogeriach Natura. Ja większość z cieni kupiłam na ostatniej promocji – 40 % na kolorówkę jednak ich cena regularna (nie całe 10 zł, cienie Inglot okrągłe ostatnio podrożały i kosztują 12 zł) również zachęca, ponieważ nie jest wysoka. Także, jeśli będziecie przechodziły koło Natury koniecznie zajrzyjcie.



niedziela, 21 czerwca 2015

Monday Mani - Rimmel 60 Seconds by Rita Ora - Breakfast in bed






Rita Ora dla Rimmel- kolekcja z zeszłego roku.


Kolejny post z serii Monday Mani. Dzisiaj mam dal was lakier, który stworzyła Rita Ora (na pewno ją znacie –  znana piosenkarka pop/r&b) w zeszłym roku na lato. Nie do końca pamiętam ile wyszło kolorów w zeszłym roku w tej serii zaprojektowanej przez Rite, najprawdopodobniej pięć bądź sześć tak samo jak i w tym roku. Kolekcja z zeszłego roku charakteryzowała się kolorami pastelowymi a kolekcja z tego roku charakteryzuje się kolorami neonowymi. Czyli seria 60 seconds by Rita Ora doskonale wpisuje się w trendy.  Z tego, co kojarzę lakiery z zeszłego roku są nadal w sprzedaży.


Ale apropo tego konkretnego koloru - Breakfast in Bed- i lakieru. Był to najbardziej jaskrawy z kolorów dostępnych z tej serii, bo jak pisałam wyżej kolekcja była utrzymana w pastelowych kolorach. Jeśli chodzi o aplikacje lakieru – tutaj mam zdanie mieszane – lakier w swojej konsystencji jest dość gesty wiec trzeba szybko go nakładać by jeszcze bardziej nie zgęstniał na paznokciu. Także aplikacja może być dość problematyczna. Lakier mam już rok i po tak długim czasie dodatkowo mam wrażenie ze zaczynają się robić w nim grudki. Plusem jest to, że jedna warstwa całkiem dobrze kryje paznokieć, po dwóch jest już całkowicie pokryty lakierem. Pędzelek jest dość szeroki porównywalny do moich ulubionych lakierów z Golden Rose – Rich Clolor. Jeżeli miałabym przyznać im ocenę przyznałabym im 4/5. Największym minusem jest to, że są tak bardzo gęste. Utrzymują się na paznokciach spokojnie 5 dni, a z dobrym top coatem tydzień.




środa, 17 czerwca 2015

Get ready with me - date night!



Witajcie moi kochani!

Dzisiaj mam dla was cos nowego. Zobaczycie jak umalowałam się, co ubrałam i gdzie byłam z okazji trzech miesięcy z moim kochanym. Myślę, że fajnie, co jakiś czas będzie wam pokazać jak wyglądam, na co dzień, jak się maluje i co robię. Także zapraszam na pierwsze na moim blogu get ready with me!




Twarz i makijaż oczu


Pierwszym krokiem oczywiście jest nawilżenie twarzy. Ja przed makijażem nakładam krem nawilżający z algami filmy Bandi i oczyszczam twarz tonikiem Breath of Freash Air z Lusha. Latem rezygnuje z podkładu wiec najpierw nakładam na większa cześć twarzy korektor Maybelline Anti-Age w kolorze light, który mimo to jest dla mnie za ciemny i za żółty, ale w połączeniu z moim ulubionym Astor Perfect Stay concealer w kolorze ivory, który idealnie przypomina kolor mojej skory (pierwsze zdjęcie).

Następnie nakładam ulubieńca wszechczasów, czyli bronzer do konturowania – Inglot 505 – który ma subtelny jasny kolor i daje zupełnie innego wyglądu naszej twarzy. Żeby nadać skórze trochę blasku nakładam produkty rozświetlające. Produkt, który odbija światło i zawiera drobno zmielone drobinki jest róż z Maxfactor Creme Puff Brush oraz niezastąpiony rozświetlacz z The Balm, czyli Mary – Lou drugie zdjęcie – po roztarciu korektora, nałożeniu bronzera oraz różu).

Jeśli chodzi o makijaż oczu postawiłam na róż w połączeniu ze złotem i lekkim brązem. Jak widzicie na zdjęciu trzecim miałam wyraźną kreskę. Kolor z Inglota, 356 czyli jasny róż powędrował na całą powiekę. Do złamania powędrowała ciutka pomarańczu, czyli nowość w mojej kosmetyczce 361 oraz brudny jasny brąz numer 383. Dla dodatkowego efektu użyłam klasyka z Kobo, czyli 205 Rose Golden. Powędrował na dolna powiekę i na środek górnej. Kreskę zrobiłam eyelinerem w pisaku z H&M.



Włosy



To rzecz banalna, zawsze, gdy chce im dodać jakiegoś kształtu i objętości podkręcam je na prostownice i spsikuje lekko lakierem. Ostatnio używam lakieru z firmy Cien dostępnej w Lidlu. Jest naprawdę bardzo dobry!



Strój dnia!

Wszystko macie opisane u góry ;)




Jedzenie


Jeśli chodzi o jedzenie poszliśmy do chyba najbardziej znanej meksykańskiej restauracji w Trójmieście. Pueblo! Słuchajcie! Jestem zachwycona! Jedzenie pierwszorzędne. Idealne połączenie smaków i niebo w gębie. Nie pytajcie, co zamówiłam. Niestety nie znam hiszpańskiego a moja pamięć do skomplikowanych nazw jest ulotna. Miejsce jest utrzymane w klimacie meksykańskim, żywe kolory i muzyka również utrzymana w meksykańskich, żywych rytmach.  Przy stoliku czekały na nas Nachosy z salsą. Obsługa bardzo miła. Menu czytelne, każde danie dokładnie opisane. Po zamówieniu czekaliśmy na jedzenie piec minut nie więcej. Ceny, co prawda są dość wysokie, ale porcje bardzo duże. Ja ledwo wciągnęłam jedno danie. Za dwa dania główne plus napoje zapłaciliśmy nieco ponad 80 zł. Dość sporo. Jednak myślę ze raz na ruski rok można odwiedzić takie klimatyczne miejsce. Jestem bardzo zadowolona. 


wtorek, 9 czerwca 2015

SUMMER ESSENTIALS/ ULUBIEŃCY!/ Cz.2 Usta, Oczy



Moje niezbędniki na ciepłe dni! Cz.2



Witajcie moi mili! 
Przychodzę dzisiaj do was z kontynuacją Summer Essentials. Dzisiaj mam dla was niezbędniki, jeśli chodzi o usta oraz oczy. Mam nadzieje, że moje niezbędniki przypadną wam do gustu i może zaczerpniecie ciutke inspiracji i w okresie letnim sięgniecie po podobne produkty, co ja.




Usta


Nie wiem jak wy, ale ja w lato wyciągam odważniejsze kolory.
W moim trio znajdują się dwie pomadki bardziej nawilżające i jedna matowa. Są to sprawdzone produkty, które na pewno sprawdzą się podczas ciepłych dni.


Pierwszym znanym wam na pewno produktem jest pomadka z Golden Rose. 
Vision Lipstick – bo o pomadkę z tej serii chodzi- to seria pomadek charakteryzujących się zarówno nawilżeniem jak i bardzo dobrym napigmentowaniem! Czyli polaczenie idealne.
Nie wiem jak u was, ale u mnie latem usta potrafią nieźle wariować. Czasem jest potrzebne nawilżenie, ale jednocześnie chce by moje usta miały żywy, letni kolor. Ta pomadka sprawi, że skórki nie będą się pojawiały a kolor będzie utrzymywał się cały dzień.
Więcej na ich temat pisałam Tu!


Drugim produktem, który jest przeze mnie ostatnio namiętnie używany jest znowu produkt z Golden Rose. Tym razem ich wszystkim znana seria matowa Velvet Matte. Ja katuje moja 13 (numer pomadki) od dłuższego czasu i jestem zachwycona tym jak modnie wygląda na ustach. Jej kolor jest absolutnie fantastyczny. To moja piąta pomadka z tej serii i jestem całą serią zaczarowana. Mimo że jest to seria matowa, pomadki nie przesuszają ust. A ich pigmentacja i trwałość… mmm… marzenie! Uwielbiam!
Wiecej o nich pisałam Tu!


Ostatnia moja propozycja na ciepłe dni to pomadka w kredce. Moim zdaniem bardziej balsam. Mimo tego, że na stronie producenta piszą, że „ta szminka w kredce sprawia, że długo utrzymuje się na ustach a jednocześnie daje duża dawkę nawilżenia.” Jeśli jednak chodzi o Rimmel lasting finisz color rush owszem daje on nawilżenie, ale koloru bardzo mało a jego trwałość aż tak nie zadowala. Utrzymuje się na ustach tylko 3 – 4 godzinki. Ale jak pisałam wyżej czasem w lato potrzebuje niekoniecznie super pigmentacji, ale właśnie ekstra nawilżenia i wtedy Rimmelowska szminka w kredce sprawdza sie rewelacyjnie.




Oczy (cienie do powiek, tusz, baza pod cienie)



Cienie


Oczy to moja kategoria ozstatnim czasem.
Musze przyznać, że stałam się uzależniona od kupowania cieni do powiek. Zaczynam coraz bardziej odchodzić od standardowych nudziaków na rzecz odważniejszych kolorów. Mam dla was trzy cienie do powiek, które z pewnością nieco wykraczają poza moją strefę komfortu. Dodam tez, że zdecydowanie częściej sięgam po cienie błyszczące i perłowe. Odstawiłam maty i postawiłam na rozświetlenie na swoich powiekach.


Inglot AMC Shine 142 – piękny jasny cień w odcieniu kości słoniowej mający w sobie drobinki, które po nałożeniu na powiekę mienią się na srebro i jasny róż, można powiedzieć, że ma coś z duochroma.



Kobo Profesional Fashion Rose Golden 205 – to zdecydowany duochrome. Niby kolor jest różowy, ale po nałożeniu na powiekę jest bardziej złoty a w odpowiednim kącie jednak widać, że to róż. Najbardziej chodliwy z cieni Kobo. Ja z trudem go dorwałam w naturze w Gdyni. Gdy są jakieś promocje lepiej być pierwsza osoba w kolejce by go jeszcze dorwać.

Inglot Double Sparkle 495 – to zupełne szaleństwo. Kolor obłędny! Czerwono- malinowo –truskawkowy. Cienie double sparkle są dość wyjątkowe w swojej strukturze. Można powiedzieć, że jest to mat pokryty drobinkami. Nie wiem jak to opisać. Cień zachowuje się mat, ale mimo to ma drobinki jak perła. Sam kolor jest wyjątkowy świetnie wygląda nałożony na dolną powiekę albo lekko zaznaczam nim załamanie powieki. Nadaje spojrzeniu letniego, świeżego wyglądu.




Baza pod cienie


Tak, zdaje sobie sprawę, że w każdym makijażowym poście pokazuje wam tą bazę z firmy Zoeva i w miedzy czasie zakupiłam dwie bazy z myślą ze ta mi się niebawem skończy, gdy zobaczyłam denko w słoiczku, ale ona się nie kończy! Używam jej każdego dnia, bo wiadomo nie chcemy, szczególnie w ciepłe dni, żeby cienie nam spłynęły a końca nie widać. Mam ją ze dwa lata jak nie dłużej i patrzcie- jeszcze jest jej na dobre kilka miesięcy codziennego stosowania. Baza jest genialna jak chyba wszystkie produkty firmy Zoeva. Nie wiem czy ona dalej jest w sprzedaży, ponieważ ta bazę słoiczkową zastąpiono bazą w tubce.



Tusz do rzęs


Nie tak dawno temu powróciłam do swojego starego tuszowego ulubieńca. Ostatnim razem, gdy używałam tuszu Eveline Volumix Fiberlast byłam z niego bardzo zadowolona wiec tylko czekałam jak zużyje zaczęte tusze by powrócić do tego z Eveline. Musieli zmienić jego formułę, ponieważ ten tusz stał się jeszcze lepszy! Bardziej rozdziela, bardziej wydłuża i nadje objętości. Jestem oczarowana! Dodatkowo nadaje się na lato, ponieważ zachowuje się jak wodoodporny. Musze się bardzo postarać żeby go zmyć na koniec dnia. Woda nie jest mu straszna! Polecam go wypróbować.




Tak prezentują się moje niezbędniki makijażowe na ciepłe, letnie dni. Mam nadzieje, że posty dały wam trochę inspiracji i podzielicie się ze mną waszymi niezbędnikami na lato :)

czwartek, 4 czerwca 2015

SUMMER ESSENTIALS/ ULUBIEŃCY!/ Cz.1 Twarz (korektory, pudry, róże, bronzery), coś innego.



Makijażowe niezbędniki  na lato! cz.1


Nie ukrywajmy, lato zbliża się wielkimi krokami. Nie wiem jak u was, ale u mnie codziennie parno i gorąco. Jeśli mam być szczera bardzo nie lubię takiej pogody, strasznie się mecze a moja blada twarz ucieka od słońca jak może. Bladziochy mnie zrozumieją, nikt nie chce chodzić poparzony od słońca a moja skóra właśnie tak reaguje, gdy ma dłuższy kontakt ze słońcem. Chyba niedługo będę musiała nakładać na twarzyczkę mocny SPF.
Ale dzisiaj nie o tym jak nie lubię słońca tylko o tym, jakie produkty kosmetyczne pojawiają się na mojej kosmetyczce, gdy nadchodzą ciepłe dni. Zapraszam do lektury.


~

Coś innego:
Moi ostatni ulubieńcy. Bez nich nie widzę przyszłych miesięcy!


Okulary- converse

 Moje jedyne i ukochane okulary. W związku z tym, że, na co dzień nosze okulary korekcyjne dopiero w zeszłym roku zaczęłam przygodę z okularami przeciwsłonecznymi, bo już byłam zdenerwowana jak promienie słońca raziły mnie przez okulary korekcyjne. Zainwestowałam wiec w porządne okulary i jestem zadowolona. Przeżyły już bardzo dużo i nawet rysy na nich nie widać! Może w tym roku kupie sobie kolejne okulary, bo podoba mi się jak fajnie można w nich wyglądać.


Lakier- Miss Sporty Lasting Color Maxi Brush 548

Świetny szaro- niebieski kolor.  Pasuje do mojej jeansowej kurtki, która ostatnio nosze. Lakier moim zdaniem wysycha o wiele szybciej niż Rimmelowskie 60 seconds. Wystarczą mu dwie warstwy do pełnego krycia. A wysycha po poł godzinie. Ja jestem w nim zakochana. Kosztuje grosze, wygląda bardzo dobrze a na paznokciach potrafi się utrzymać 4- dni bez żadnego odprysku. Nic tylko malować paznokcie. Na pewno pojawi się w poście Monday mani, bo jest godny uwagi. Czekajcie na post!


Inglot – perfum w kremie Freedom System Mandarin

Pisałam o nim Tu!
Świerzy, cytrusowy zapach w kremie. Tylko mój kochany Inglot mógł coś takiego wymyślić. Dostając to od mojego kochanego wiedziałam, co dostaje. Dostaje coś, co wiedziałam, że będzie świetnie. Czaiłam się bowiem na tą cudowność od jakiegoś czasu i każda moja wizyta w Inglocie kończyła się wysmarowaniem tym perfumem. Mimo że w regularnej cenie kosztuje nieco ponad dwadziescia złotych zachowuje się jak perfum za sto pięćdziesiąt złotych. Utrzymuje się na skórze dobre osiem godzin. To zdumiewające. Must have na lato tym bardziej ze zapach nie jest ciężki.




Twarz (korektory)


Nie wiem jak wy, ale ja, gdy przychodzi słońce rezygnuje z podkładów. Mimo ze moja cera teraz nie jest idealna, bo co chwilka jeszcze wychodzą mi jakieś niedoskonałości po ostatniej wizycie u kosmetyczki, ale moim zdaniem bez sensu zatykać pory to po pierwsze a po drugie pewnie każdy podkład po kilku godzinach by ze mnie spłyną. Także podkład zamieniam zdecydowanie na korektor!


Maybelline- instant anti-age 001 light

Korektor jest niestety nie dostępny w Polsce. Ja swój kupiłam w Niemczech i pisałam o nim Tu!
Niestety ten najjaśniejszy z dostępnych kolorów jest zdecydowanie dla mnie za ciemny. Powiedziałabym więcej, że kolor nie nadaje się dla polek tym bardziej bladziochów. Odcień light jest bardzo żółty i zdecydowanie za ciemny. Zdecydowałam się go używać, dlatego że jest lekki i ani trochę nie wysusza.  Żółty odcień tego korektora całkiem dobrze ukrywa zasinienia pod oczami. Mieszam go z:


Astor - Perfect Stay Concealer ivory

Astor w porównaniu z Maybelline idealnie wpasowuje się w kolor mojej skóry. Nie rozjaśnia jej, co prawda, mimo że słyszałam opinie, że to chyba najjaśniejszy korektor, jaki można dostać w drogeriach. Korektor ma krycie średnie, które oczywiście można budować. Jest moim zdaniem troszkę za ciężki pod oczy, ale dobrze zakrywa zaczerwienienia!

Także Maybelline ląduje pod oczy a Astorowym korektorem rysuje kreskę na czole, brodzie i nosie. Wszystko ładnie blenduje pędzlem do podkładu i pilnuje żeby korektor z Maybeline nie zrobił żadnych żółtych plam. Twarz gotowa!




Twarz ( puder, bronzery, róż)


Mimo że w moich niezbędnikach na lato nie ma rozświetlacza każdy, oprócz pudru, zawiera drobinki, które pięknie odbijają światło. Rozświetlacz nie jest już konieczny.
Zaczynając od:


Sexy mama z TheBalm

Czyli od pudru. To mój jedyny puder, jakiego aktualnie używam. Nie jestem, bowiem zwolenniczką pudru jednak korektor, gdy jest upał trzeba czymś utrwalić. A ten do tego zadania nadaje się idealnie. Co najważniejsze zupełnie nie widać go na skórze! Nic! Zero! Gdy wcześniej używałam pudru z Rimmela Stay Matte czy pudru z Manhatana były chodź trochę widoczne. Ten automatycznie wtapia się w skórę i naprawdę matowi na cały dzień. Mimo ze skore matowi jego wykończenie jest bardziej satynowe. Mam produkt prawie 3 lata i nie widać dna. TheBalm nigdy nie zawodzi.



Nie wiem jak wy, ale ja latem raczej chowam róże i przerzucam się na bronzery. Jak wspominałam wyżej nie lubię słońca a głupio chodzić z blada twarzą w środku lata. Oto moje dwa bronzery, które będę używała pewnie codziennie przez najbliższe miesiące:


Inglot – puder do modelowania twarzy HD no.505

Pisałam o nim Tu!
To idealny produkt do konturowania. Zupełnie zdetronizował moją Bahame Mame. Bahama moim zdaniem jest cieplejsza i mniej nadaje się do wyznaczania cienia na naszej twarzy. Inglot jest tez bardziej suchy w swojej konsystencji i mam wrażenie ze nieco mniej wydajny. Zawiera w sobie małe drobinki, które odbijają światło. Każdy bladzioch powinien mieć w swej kosmetyczce ten produkt! Ja jestem zakochana i niebawem planuje kupić róż z Inglota żeby zobaczyć czy jest tak sami świetny jak ten produkt.


L’Oréal Paris- Glam Bronze 102

Bronzer do ocieplania twarzy razem z rozświetlaczem. Idealne połączenie na lato. Ciepły odcień brązu opala nam twarz a rozswietlacz odbija słońce. Ja mieszam bronzer z rozświetlaczem i taką mieszankę daje na policzki. Genialny efekt opalonej, świeżej skóry. Jest dość suchy w swojej konsystencji i trzeba uważać by sobie nie pacnąć go za dużo na policzki. Jego cena to ok 55 zł wiec dość sporo, ale myślę, że jest wart swojej ceny. Uważajcie jest trudno dostępny. Ja kupiłam go w Rossmanie, Gdańsk,  c.ch. Manhattan. 


Jedyny róż, jaki wyjęłam na lato to:


Cabana Boy z TheBalm

Dlaczego on? Jest najbardziej intensywnym różem, jaki posiadam. Tak! Wychodzę ze swojej strefy nomfortu. Wcześniej rzadko go używałam, bo myślałam, że nadaje się tylko dla osób z ciemniejsza karnacja, ale fajnie wygląda, gdy się go da odrobinkę na twarz przed wcześniejszym ociepleniem twarzy.  Nawet pasuje do moich blond włosów. Uczę się go używać i myślę, że na lato nada się świetnie.  Jak wspominałam jest intensywny wiec uważajcie z jego nakładaniem. Oczywiście jak to produkt z TheBalm jest niesamowicie wydajny. Zapomniany Cabana Boy wraca na lato do łask. 




W nastepnym poście pojawi sie druga cześc Summer Essentials z produktami do ust oraz oczu.
Zapraszam!