wtorek, 11 sierpnia 2015

MINI DENKO!





Pustki!


1.       Bebeauty – chusteczki do demakijażu z płynem micelarnym

Sprawdziły się całkiem dobrze do zmywania makijażu twarzy. Niestety nie sprawdziły się, jeśli chodzi o oczy. Ładnie pachniały, ale nie kupie ich ponownie ewentualnie mogłyby się sprawdzić przy podroży gdzie stosowałabym mało makijażu.

2.       Bandi- nocna kuracja nawilżająca – hydro care

Co prawda to tylko próbka, ale starczyła mi na trzy użycia. Myślę, że jeśli w przyszłości dorwę opakowanie pełnowymiarowe to zakupie. Produkt naprawdę nawilżał a skóra go świetnie przyjęła. Naprawdę rewelacja przy suchej skórze.

3.       Kolastyna moisture- krem na dzień i noc – cera tłusta i mieszana

Świetnie sprawdzał się pod makijaż. Nawilżał dostatecznie dobrze. Z tego, co się orientuje jest naprawdę w dobrej cienie. Nie jest tłusty i świetnie się wchłania w skór. Obecnie jestem w trakcie testowania innych produktów, ale jeśli poszukujecie dobrego kremu nawilżającego mogę ten polecić.

4.       Marion- 7 efektów- kuracja z olejkiem argonowym

Fajnie sprawił się, jeśli chodzi o włosy- stawały się jedwabiste i współpracowały, jeśli chodzi o rozczesywanie. Całkiem się spisał, ale myślę, że w przyszłości będę szukała czegoś lepszego.

5.       Kobo – colour trends 17 paris

Piękny kolor czerwieni to trzeba przyznać, ale niestety, jeśli chodzi o formułę jestem bardzo niezadowolona – gęsta, trudna do współpracy mazia. Lakier bardzo szybko zgęstniał, nawet nie zdążyłam zużyć nawet połowy. Nigdy już go nie kupie.

6.       Kobo – top coat
Również gesty i również nie zdążyłam zużyć połowy. Zgęstniał prawie na kamień. Bardzo mi się nie podobał efekt, jaki dawał na paznokciach. Nie polecam.

7.       Hugo boss- woman

Ulubiony zapach mojej mamy, przyznam ze go podkradłam. Bardzo szykowny, elegancki. Nie pachnie dusząco, raczej jest delikatny, ale zmysłowy. Kobiecy.

8.       Original source- lemon&tea tree


Niech was nie zdziwi to, że się nie pieni. Dla mnie to minusik. Pięknie pachnie tego nie można powiedzieć. Na lato zapach idealny, szczególnie rano, gdy chcemy żeby poranny prysznic nas orzeźwił. Myślę jednak, że można znaleźć na polkach lepsze rozwiązania.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Monday Mani- Russian Roulette



Idealna czerwień zamknięta w flakoniku!



Jak już wiecie jestem zakochana w lakierach essie! Moim ostatnim ulubieńcem stanowczo stał się Russian Roulette! Tak idealnej czerwieni wśród lakierów nie znajdziecie. Myślę, że zdjęcia fajnie oddają prawdziwy ko1or czerwieni tego lakieru. Kolor ni to z pomarańczowymi nie to z malinowymi odcieniami.  Dwie warstwy wystarcza do pełnego krycia. Co bardzo ważne kolor nie barwi paznokcia. Jestem w tym kolorze zakochana. Elegancki, pasujący do wielu stylizacji. Więcej o lakierach essie przeczytacie w innych postach :)



Pozostałe posty z lakierami Essie :

Tutaj
oraz
Tutaj


wtorek, 4 sierpnia 2015

Cienie z Inglota ! cz. I/ Inglot eyeshadows ! part I


Cieni już więcej nie potrzebuje!


Ogłaszam wszem i wobec że moje wszystkie paletki zostały wypełnione i więcej cieni nie jest mi potrzebne. Paletka Flexi z Inglota zapełniona dwudziestoma pięcioma okrągłymi cieniami a czarna paleta idealnie mieści wszystkie cienie prostokątne.
Pozbierawszy wszystko do kupy prezentuje wam dzisiaj wszystkie cienie kwadratowe z Inglota, jakie posiadam. W kolejnych miesiącach będziecie mogło zobaczyć, jakie okrągłe cienie mieszczą się w mojej toaletce.

Zapraszam do lektury.




Już na pewno wiecie, że Inglot wycofał okrągłe cienie i zastąpił je kwadratowymi gdzie dostajemy więcej produktu za niestety wyższą cenę. Cienie kwadratowe kosztują 15 zł, okrągłe kosztowały, 10 po czym podrosły do ceny 12 zł. Jeszcze do niedawno było można dostać cienie okrągłe w salonach Inglot niestety po ostatniej wizycie dowiedziałam się, że cienie okrągłe mają zostać całkowicie wycofane! Wiec, jeśli brakuje wam do wypełnienia paletki jakiś okrągłych cieni śpieszcie się koniecznie!



Również na zdjęciach widzicie czarną paletę z lusterkiem. Musze was zmartwi – też już nie są w sprzedaży już od dłuższego czasu. Zamiast tych palet weszły palety Flexi, które kosztują 35 zł.  Czarne dla porównania kosztowały 16 wiec jest różnica w cenie.


Jak widzicie na zdjęciach posiadam również paletę 5-ciu cieni Freedom System. Właśnie ten system zastąpił wcześniejsze paletki i tylko on jest teraz dostępny w salonach Inglot. Są zwolennicy jak i przeciwnicy wprowadzonego przez Inglot systemu. Ja mam mieszane uczucia, ale o tym nie teraz.






Tak prezentują się kolory, jakie posiadam, jeśli chodzi o cienie kwadratowe bez bazy pod cienie:


355- bazowy jasny cień do stosowania na całą powiekę

463- jasny cień z żółtym tonem ze srebrnymi drobinkami

397- piękny szampański kolor, jeden z moich ulubieńców, można go stosować, jako rozświetlacz


341- kolejny z moich ulubieńców, brudny łososiowy kolor, fajnie się sprawuje, jeśli chodzi o blendowanie i załamanie powieki




470- pomarańcz ze srebrnymi drobinkami

311- intensywny, brudny pomarańcz

358- szary, ale widać fioletowe tony, świetnie sprawdza się w załamaniu

363- szaro brązowy, również nadaje się do zaznaczenia załamania albo do brązowego smoky

74- idealny fiolet ze srebrnymi drobinkami, bardzo napigmentowany




A tak wygląda moja paleta którą nosze zawsze przy sobie :) 


środa, 29 lipca 2015

July Faves 2015 !





Kolejny miesiąc uciekł!



Miesiąc pełen wrażeń i dobrych emocji. Urodzinowy miesiąc!


1.       Moje urodziny

 Moje kochanie sprawiło, że dzień moich urodzin był jednych z wspanialszych dni w całym moim życiu. Dostałam od niego tyle szczęścia, że trudno mi to opisać. Jestem prawdziwą szczęściarą, że trafiłam na mężczyznę, który daje mi tyle radości.

2.       Spódnica ze Stradiveriusa

Kupiłam ją w zeszłym tygodni, ale od razu się w niej zakochałam. Jest to rozmiar 40, ja nosze 36. Ale cieszę się, że kupiłam ten rozmiar, ponieważ spódnica zatrzymuje mi się na biodrach (a nie w tali), ale za to ma przez to idealna długość – przed kolano. Klasyka połączenie granatu i bieli. Uniwersalna założę ją na wiele okazji. Rozkloszowana, czyli fason, który lubię najbardziej. Kosztowała na przecenie 35 zł.

3.       Miniaturka perfum Lady Milion

Zbieram na perfum w pełnym rozmiarze. Jestem w nich zakochana. Nic dodać nich udać. Ten, kto ich wąchał wie, że jest cudowny.

4.       Essie Demure Vix

Jak już wiecie jeśli czytacie mojego bloga, że straciłam głowę dla lakierów Essie ( post o lakierach Tu!). Marzyłam o odcieniu Fiji, ale serce w tym miesiącu zwariowałam na punkcie Demure Vix . Piękny odcień kawy z mlekiem z połyskującymi różowymi drobinkami. Na paznokciu nie do końca wiadomo czy to róż czy brąz. Koszt 35 zł.

5.       Golden Rose Velvet Matte nr 12

Tutaj jest osobny post na temat tych szminek.
Kolor 12 to kolor brudnej truskawki. Świetny codzienny odcień. W lipcu używałam go naprawdę codziennie! Koszt 12 zł.

6.       Betty-Lou Manizer The balm


Brązero rozświetlacz. Kochany. Zawsze w lato do niego wracam. Daje piękny, opalony efekt na policzkach. Uwielbiam. Cena 65 zł.



Maybelline Instant Anti-Age Effekt 01light- hit czy kit?





Czas na recenzje!




Dzisiaj będę chciała dokona wywodu na temat dość kultowego produktu z Maybelline. Mowa oczywiście o Instant Anti – Age Effect w odcieniu 01 light. Mam na jego temat mieszane uczucia wiec, jeśli używaliście kiedykolwiek tego produktu napiszcie, co o nim myślicie.




Zaczynając- korektor niestety nie jest dostępny w Polsce. Ja swój kupiłam w Niemczech w drogerii DM bodajże za 10 euro. W opakowaniu mamy 6,8 ml produktu – teoretycznie całkiem sporo.  Producent obiecuje, że po jego użyciu znikną nam cienie pod oczami oraz ma działać antystarzeniowo (jasne- dobry chwyt marketingowy). Aplikator ma postać gąbeczki, która napełnia się produktem, gdy przekręcamy opakowanie. Nie owijając w bawełnę nie pasuje mi taka forma aplikatora. Jest bardzo nie higieniczna. Gąbeczki nie można ściągnąć i wymyć. Ble.



Może na początek zacznę od jego plusów:

  • Aplikator całkiem dobrze aplikuje produkt na twarz. Nike ma z tym problemu.
  • Krycie jest całkiem ok- Średnie.  Widać ze cienie są zakryte.
  • Nie wchodzi w zmarszczki.


A teraz minusy:
  • Kolor zdecydowanieee za ciemny! Jeśli chcecie koloru, który rozjaśni wam strefę pod oczami to nie to!
  • Koniecznie trzeba go przypudrować!
  • Po 5-6 godzinach nie wygląda już tak idealnie.
  • Aplikator.
  • Bardzo mało wydajny.
  • Cena nie zacheca.



Korektor jest  zachwalany na youtubie, ale moim zdaniem nie ma, nad czym się tak zachwycać. Znam lepsze korektory za 10 zł. Niestety tego korektora nie kupie ponownie. Przemyślałabym ponowny jego zakup gdyby korektor miał jaśniejszy odcień.



poniedziałek, 27 lipca 2015

Kosmetyki do pielęgnacji które używam codziennie





Kosmetyki które muszą byc zawsze przy mnie!



Dzisiaj przedstawiam wam wszystkie kosmetyki do pielęgnacji, które zawsze musza być w pobliżu. Większość z nich używam w codziennej pielęgnacji. Dzisiaj napisze o nich kilka słów i wyrażę swoją opinie na ich temat.


Codziennie:

                                Pierwszą rzeczą po wstaniu jest opryskanie się odświerzającym, pobudzającym tonikiem, który budzi mnie od razu. Mowa oczywiście o Breath of Fresh Air  z Lash’a . Ten cudownie pachnący tonik matowi mi cerę na cały dzień, ale sprawia również ze wygląda promiennie.

                               Kolejnym krokiem jest nałożenie kremu nawilżającego ( stosuje go również na wieczór ! ). Jest to Bandi – krem nawilżający z algami.  Jest to najlepszy krem nawilżający, jaki miałam przyjemność używać. Co prawda jest dość drogi, bo kosztował mnie 50 zł na promocji, ale jest świetny. Wchłania się szybciutko i szybko czuć jego działanie. Świetnie nadaje się pod makijaż.

                               Jeśli chodzi o zmywanie makijażu wieczorem najpierw nakładam na oczy Ultrabland z Lush’a. Jest to śmietanka, niestety o niezbyt przyjemnym zapachu, która jednak świetnie radzi sobie z makijażem oczu nawet tym wodoodpornym, trzeba jednak poczekać minutkę żeby Ultrabland zaczął rozpuszczać makijaż.

                               Gdy Ultrabland robi swoje, resztę twarzy zmywam płynem micelarnym BeBeauty, który ma działanie nawilżające. Niestety ten płyn podrażnia mi oczy, dlatego go na nie stosuje, jednak z demakijażem twarzy radzi sobie całkiem nieźle. Myślę jednak, że stanowczo nie kupie go ponownie, wrócę do sprawdzonej, niepodrażniającej mnie Biodermy.


Produkty, których używam raz na kilka dni:

                               Raz na tydzień używam peeling enzymatyczny z Bandi. Również nie był tani, ale jest skuteczny. Pozwala na przyjęcie i lepsze działanie kremu i wyciąga nieprzyjaciół na światło dzienne żeby szybko się ich pozbyć. Świetny produkt.

                               Jeśli chodzi o włosy. Jeśli chce dodać im objętości używam tego mini lakieru dodającego objętość z L’Oréal Paris. Nie działa zdumiewająco i nie daje takiego efektu jakbym chciała, ale utrzymuje fryzurę przez kilka godzin. Nie kupie go ponownie.

                          Paznokcie- ostatnim czasem stałam się prawdziwym świrem paznokciowym, w moim lakierowym pojemniczku dużo się zmieniło, ale jeśli chodzi o zmycie lakieru jestem wierna Isanie. Niezastąpiony. Nie będę się rozpisywać, bo każdy go zna.


                               Zmiany po 12 h dają zna moim nogą. Gdy wracam z pracy z napuchniętymi nogami kładę na nie krem z Kolastyny. Nogi w górę i opuchlizna schodzi. Krem sprawia, że moje nogi nie pulsują jak dzikie i dodatkowo skóra staje się miękka. Krem naprawdę się sprawdza.




Get ready with me - friends meeting




Spotkanie z Przyjaciółmi ?



Nie często zdarza się okazja żeby wszyscy moi znajomi skrzyknęli się i żeby doszło do spotkania. Wiadomo, praca, zajęcia dodatkowe, planowanie wesela, urządzanie mieszkania- po ukończeniu studiów jest dużo do roboty, każdy ma coś, wiec, gdy już uda się wszystkich „ogarnąć” lubię wystroić się na takie spotkanie. Mieliśmy się umówi na przysłowiowe „piwo” wiec strojenie się nie było konieczne, ale wiedzie mi się dobrze wiec chciałam to pokazać :)




1.       Pierwszym krokiem było oczywiście nałożenie nawilżającego kremu, gdy się wchłoną oczywiści w ruch poszły dwa korektory (na lato podkład odkładam na bok) Maybelline Instant Anti-Age Effect 01 Light oraz Astor Perfect Stay concealer 001 ivory.
2.       Konturowanie wykonałam Inglotem 505. Na krańce oczu nakleiłam kartki samoprzylepne by makijaż oczu stał się bardziej koci.

3.       Na usta powędrowała pomadka Golden Rose Velvet Matte w odcieniu 12. Bazą pod cienie był cień w kredce Rimmel scandaleyes 008 blackmail, cienie, jakich użyłam to Inglot 397, Kobo 205, Inglot 311,  Kobo 142. Eyeliner z H&M. oczywiście ciutka rozświetlacza Mary –Lou z The balm.



1.       Oczywiście lekko pofalowałam włosy prostownicą żeby coś się na tej głowie działo. Do całego stroju lekka biżuteria. Łańcuszek z H&M.

      Tak prezentuje się cały strój:
Bluzka – River Island 45zł
Spodnie –H&M- 80 zł
Kopertówka – Deichmann 50 zł
Buty – Badura 200 zł


Spotkanie skończyło się piwkiem w „Małym Piwku” w Sopocie, spacerem po sopockiej plaży oraz burgerem z Buddy Burger, który znajduje się na Moniaku. 



poniedziałek, 13 lipca 2015

Monday Mani - Essie Cute as a button



Mój nowy skarb!



Dzisiaj mam dla was pełniejszą recenzje lakieru essie.  Jak czytaliście w ostatnim poście jestem nimi absolutnie zauroczona. Cała czwórka stoi elegancko na mojej toaletce na honorowym miejscu.




Dzisiaj będę szczegółowo pisała o najbardziej letnim kolorze z mojej mini kolekcji.  CUTE AS A BUTTON! Koral przyciągający wzrok, idealnie pasuje do letniej opalenizny (haha to mnie nie dotyczy #bladziochnazawsze). Świetnie nadaje się na letnie imprezy. O dziwo ten kolor pasuje do wszystkiego.  Wiadomo lato przywołuje kolory i moim zdaniem kolor tego lakieru wpisuje się idealnie w klimaty lata.

Wielokrotnie bardzo znana przeze mnie youtuberka Essie Button wspominała o tym kolorze w swoich filmach (Essie Button- cute as a buton … hm… jest podobizna- zresztą sama Essie wspominała, że kocha ten kolor za to, że nazwa lakieru jest podobna do jej imienia i nazwiska).  Ja sama nie mogę ukryć ze właśnie kupiłam ten lakier, dlatego że uwielbiam Essie Button a lakier od razu kojarzy mi się z nią.

Jeśli chodzi o pędzelek i aplikacje. Świetnie, świetnie, świetnie. Pędzelek szeroki. Dwie warstwy wystarczają do pełnego krycia.  Kolor utrzymuje się minimum 5 dni, lekkie starcia widać po 3-4 dniach (ale uwierzcie, że ja te lakiery ostro testuje- w pracy ścieram ceny, pakuje kartony- ciężka praca).  Cena lakieru to ok 35 zł zaglądajcie jednak do super-pharm, bo są tam często promocje na lakiery essie.



essie HAUL! - my first essie nailpolish



Radość mnie przepełnia!




Od bardzo dawna marzyłam o wypróbowaniu kultowych już lakierów ESSIE! I właśnie stałam się posiadaczką czterech tych pięknych lakierów. Dzisiaj podzielę się z wami moim szczęściem, euforia i opisze kolory, jakie posiadam. 



Jeśli chodzi o opakowania/ flakoniki – są piękne! Minimalistyczne, szklane z białym uchwytem na pędzelek.  Jeśli patrzymy na lakiery z góry widzimy ich cudaczne nazwy, które wyróżniają lakiery ESSIE.



Oczywiście do spełnienia mojego małego lakierowego marzenia pomógł mi mój kochany. Zakupił mi kolor RUSSIAN ROULETTE (w super-pharm aktualnie jest promocja na lakiery essie – 24,90 za szt.; bądź kup dwa – trzeci weź za grosz) ten kolor to klasyk, jeśli chodzi o lakiery essie. Głęboka, klasyczna, krwista czerwień. Klasyk wśród klasyków. Zresztą sami widzicie na zdjęciach, że przyciąga bardzo. Niewyzywający, ale elegancki kolor nadający się na dzień i na nocne wyjścia.


Kolejne lakiery zakupiłam sobie sama (właśnie w promocji dwa plus trzeci za grosz- w super- pharm co rusz maja przeceny na lakiery). Kolorem idealnym na lato- na letnie dni i noce – pokazał się kolor CUTE AS A BATTON.  Określenie tego koloru to idealny koral. Jeden z ulubionych kolorów Essie Button (śmieszny zbieg okoliczności).


DEMURE VIX – bardzo wyjątkowy kolor. Jest to kolor kawy z mlekiem jednak ma w sobie miliony różowo – złotych drobinek, które jak mniemam będą pięknie mieniły w świetle. Od razu zwróciłam na niego uwagę. Mało o nim słyszałam, ale stwierdziłam, że zaryzykuje. Poleciałam jak sroka do cuda, które się mieni. Ah i oh. 


No i na sam koniec FIJI! Kolejny klasyk wśród klasyków, jeśli chodzi o lakiery essie.  Mleczy róż. Delikatny, dziewczęcy, na każdą porę dnia, nocy. Elegancja i klasa. To właśnie ten kolor był moim marzeniem i wreszcie go mam i nie mogę się doczekać aż go wypróbuje.




Bardzo się cieszę ze moje lakierowe marzenie się spełniło. Musze dodać, że wyrzuciłam stare lakiery i zamierzam dokupić jeszcze 2 lakiery essie i finito. Koniec z dokupywaniem lakierów. To będzie moja kolekcja po wieki wieków.



wtorek, 30 czerwca 2015

Ulubieńcy Czerwca 2015 !




Zatrzymajcie ten czas!



Kolejny miesiąc minął jak z bicza strzelił. Egzaminy pozdawane, nowa praca, wszystko idzie tak jak ma iść. Niestety nie uda mi się obronić w lipcu – wszystko przekładam na wrzesień – no i niestety mój kochany z końcem miesiąca pojechał do swojego miasta pracować, jako psycholog (czyli zaczyna prace w swoim zawodzie) i będziemy się widywali tylko w weekendy, gdy ja i on będziemy mieli wolne. Trzy miesiące w rozłące, ale co poradzę. Życie.
Ale wracając… tak się prezentują moi czerwcowi ulubieńcy.


1.       Kurtka jeansowa

Wygrzebałam ją z mamy szafy. Z tego, co mi mówiła kupiła ją jakieś piętnaście lat temu. Jest na mnie, co prawda o jakieś 2 numery za duża, ale to nie przeszkadza żeby wygląda w niej szałowo. Na letnie, chłodne wieczory nadaje się idealnie.


2.       Moja kolekcja stopek (skarpetek do balerinek)

Jak wspomniałam wyżej dostałam nową prace gdzie koniecznie musze nosić balerinki wiec zaopatrzyłam się w dostateczna ilość stopek. Nie wiem czy jestem nie normalna, ale jak na nie patrzę to od razu robi mi się weselej. To, co widzicie na zdjęciu to mniej więcej 1/3 mojej skromnej kolekcji.


3.       Kasetka Freedom System Flexi

Dzisiaj nie o samej palecie, która mówiąc ogólnie jest cudowna i mieszczą się w niej dwadzieścia pięć cieni, ale bardziej o tym, że jestem bardzo zadowolona, że brakuje tyło sześciu cieni do jej wypełnienia. Bardzo się z tego cieszę. Jestem również bardzo szczęśliwa, że mój kochany wspiera moją pasje i kilka cieni, która już mieszka w kasetce jest od niego.  Makijaż oczu to moja nowa pasja i jak możecie dojrzeć w mojej kasetce pojawiło się kilka odważniejszych kolorów. Kocham je!


4.       Rimmel lasting finish by Kate Moss no 19


W końcu chyba znalazłam idealny kolor I idealną pomadke dla siebie! Mam nadzieje że wiele z Was zna te pomadki i dobrze wiecie, że charakteryzują się one świetną pigmentacja i nawilżeniem. Porównałabym je do pomadek Vision Lipstick z Golden Rose jednak te pieknie pachną i znacznie przyjemniej się ich używa. Jej kolor jest idealny jest to brąz z nutką różu, świetnie się sprawdza, na co dzień. Jest tak świetny, że trudno go gdziekolwiek znaleźć ja dopiero wyrwałam go na półkach w super-pharm.               


5.       Bandi – krem z algami morskimi

Po wizycie u kosmetyczki zainwestowałam w dobry krem nawilżający. Ten z Bandi zbiera same pozytywne opinie.  Krem niesamowicie szybko się wchłania, pięknie pachnie, nie ściąga, nadaje się pod makijaż.  Po miesiącu stosowania czuje poprawę w wyglądzie mojej skory. Jestem zachwycona. Myślę, że stworze osobny post o codziennej pielęgnacji.  Krem kosztuje ok 50 zł.




KOBO eyeshadows !




Nowości, nowości!


Hejka, hejka, hejka.
 Jestem ogromnie podniecona pisząc do was, bo moja paleta cieni rozrasta się ostatnio bardzo szybko. Całkiem niedawno wpadły do mojej palety cienie ze znanej nam wszystkim firmy drogeryjnej Kobo Professional. Dzisiaj się podzielę z wami moją opinią na ich temat oraz pokaże wam moje kolory i napisze, jaka jest różnica miedzy cieniami matowymi mono a tymi metalicznymi z serii fashion.



Cienie zafascynowały mnie już na początku czerwca – stwierdziłam wtedy, że aż wstyd, że nie mam znanego 205 Golden Rose – z upływem czasu dokupywałam kolejne.  Kolor turquoise kupiłam zaledwie tydzień temu. Wiec jak sami widzicie coś musi być w tych cieniach ze, co chwila je dokupuje. Napisze wam, zatem co ;)

Przede wszystkim na ich ogromny plus przemawia pigmentacja. Jeśli chodzi o kolory matowe nie bałabym się stwierdzić, że kolory matowe są nieco lepiej napigmentowane niż moje kochane Ingloty. Ostatnie zdjęcie pokazuje cienie nałożone bez bazy. Jest to lekkie pociągniecie. Szok. Niestety, jeśli chodzi o maty niestety są one znacznie bardziej suche niż Ingloty (może właśnie, dlatego są tak napigmentowane).

Jeśli chodzi o cienie z drobinkami. Posiadam tylko już wspomniany wyżej kolor 205 – jestem zachwycona. W porównaniu do matów mają one znacznie bardziej „wilgotne” wykończenie, przez co bardzo długo utrzymują się na powiece jednak mimo to po jakimś czasie drobinki lekko się osypują.

Jeśli chodzi o ogólną opinie: z cieni jestem bardzo zadowolona. Świetne się blendują i mają świetną pigmentacje. Szkoda tylko, że mają tak ubogą gamę kolorystyczną, jednak nie jest, że biorąc pod uwagę, że jest mowa o marce drogeryjnej. Co sezon Kobo wprowadza do szaf edycje limitowane – z edycji limitowanej jest właśnie kolor turquoise.  Za cenę 10 zł otrzymujemy produkt bardzo dobrej, jakości, porównywalny, do jakości cieni marki profesjonalnej, jaką jest podobno Inglot.


Do kupna zachęcają częste promocje w drogeriach Natura. Ja większość z cieni kupiłam na ostatniej promocji – 40 % na kolorówkę jednak ich cena regularna (nie całe 10 zł, cienie Inglot okrągłe ostatnio podrożały i kosztują 12 zł) również zachęca, ponieważ nie jest wysoka. Także, jeśli będziecie przechodziły koło Natury koniecznie zajrzyjcie.



niedziela, 21 czerwca 2015

Monday Mani - Rimmel 60 Seconds by Rita Ora - Breakfast in bed






Rita Ora dla Rimmel- kolekcja z zeszłego roku.


Kolejny post z serii Monday Mani. Dzisiaj mam dal was lakier, który stworzyła Rita Ora (na pewno ją znacie –  znana piosenkarka pop/r&b) w zeszłym roku na lato. Nie do końca pamiętam ile wyszło kolorów w zeszłym roku w tej serii zaprojektowanej przez Rite, najprawdopodobniej pięć bądź sześć tak samo jak i w tym roku. Kolekcja z zeszłego roku charakteryzowała się kolorami pastelowymi a kolekcja z tego roku charakteryzuje się kolorami neonowymi. Czyli seria 60 seconds by Rita Ora doskonale wpisuje się w trendy.  Z tego, co kojarzę lakiery z zeszłego roku są nadal w sprzedaży.


Ale apropo tego konkretnego koloru - Breakfast in Bed- i lakieru. Był to najbardziej jaskrawy z kolorów dostępnych z tej serii, bo jak pisałam wyżej kolekcja była utrzymana w pastelowych kolorach. Jeśli chodzi o aplikacje lakieru – tutaj mam zdanie mieszane – lakier w swojej konsystencji jest dość gesty wiec trzeba szybko go nakładać by jeszcze bardziej nie zgęstniał na paznokciu. Także aplikacja może być dość problematyczna. Lakier mam już rok i po tak długim czasie dodatkowo mam wrażenie ze zaczynają się robić w nim grudki. Plusem jest to, że jedna warstwa całkiem dobrze kryje paznokieć, po dwóch jest już całkowicie pokryty lakierem. Pędzelek jest dość szeroki porównywalny do moich ulubionych lakierów z Golden Rose – Rich Clolor. Jeżeli miałabym przyznać im ocenę przyznałabym im 4/5. Największym minusem jest to, że są tak bardzo gęste. Utrzymują się na paznokciach spokojnie 5 dni, a z dobrym top coatem tydzień.




środa, 17 czerwca 2015

Get ready with me - date night!



Witajcie moi kochani!

Dzisiaj mam dla was cos nowego. Zobaczycie jak umalowałam się, co ubrałam i gdzie byłam z okazji trzech miesięcy z moim kochanym. Myślę, że fajnie, co jakiś czas będzie wam pokazać jak wyglądam, na co dzień, jak się maluje i co robię. Także zapraszam na pierwsze na moim blogu get ready with me!




Twarz i makijaż oczu


Pierwszym krokiem oczywiście jest nawilżenie twarzy. Ja przed makijażem nakładam krem nawilżający z algami filmy Bandi i oczyszczam twarz tonikiem Breath of Freash Air z Lusha. Latem rezygnuje z podkładu wiec najpierw nakładam na większa cześć twarzy korektor Maybelline Anti-Age w kolorze light, który mimo to jest dla mnie za ciemny i za żółty, ale w połączeniu z moim ulubionym Astor Perfect Stay concealer w kolorze ivory, który idealnie przypomina kolor mojej skory (pierwsze zdjęcie).

Następnie nakładam ulubieńca wszechczasów, czyli bronzer do konturowania – Inglot 505 – który ma subtelny jasny kolor i daje zupełnie innego wyglądu naszej twarzy. Żeby nadać skórze trochę blasku nakładam produkty rozświetlające. Produkt, który odbija światło i zawiera drobno zmielone drobinki jest róż z Maxfactor Creme Puff Brush oraz niezastąpiony rozświetlacz z The Balm, czyli Mary – Lou drugie zdjęcie – po roztarciu korektora, nałożeniu bronzera oraz różu).

Jeśli chodzi o makijaż oczu postawiłam na róż w połączeniu ze złotem i lekkim brązem. Jak widzicie na zdjęciu trzecim miałam wyraźną kreskę. Kolor z Inglota, 356 czyli jasny róż powędrował na całą powiekę. Do złamania powędrowała ciutka pomarańczu, czyli nowość w mojej kosmetyczce 361 oraz brudny jasny brąz numer 383. Dla dodatkowego efektu użyłam klasyka z Kobo, czyli 205 Rose Golden. Powędrował na dolna powiekę i na środek górnej. Kreskę zrobiłam eyelinerem w pisaku z H&M.



Włosy



To rzecz banalna, zawsze, gdy chce im dodać jakiegoś kształtu i objętości podkręcam je na prostownice i spsikuje lekko lakierem. Ostatnio używam lakieru z firmy Cien dostępnej w Lidlu. Jest naprawdę bardzo dobry!



Strój dnia!

Wszystko macie opisane u góry ;)




Jedzenie


Jeśli chodzi o jedzenie poszliśmy do chyba najbardziej znanej meksykańskiej restauracji w Trójmieście. Pueblo! Słuchajcie! Jestem zachwycona! Jedzenie pierwszorzędne. Idealne połączenie smaków i niebo w gębie. Nie pytajcie, co zamówiłam. Niestety nie znam hiszpańskiego a moja pamięć do skomplikowanych nazw jest ulotna. Miejsce jest utrzymane w klimacie meksykańskim, żywe kolory i muzyka również utrzymana w meksykańskich, żywych rytmach.  Przy stoliku czekały na nas Nachosy z salsą. Obsługa bardzo miła. Menu czytelne, każde danie dokładnie opisane. Po zamówieniu czekaliśmy na jedzenie piec minut nie więcej. Ceny, co prawda są dość wysokie, ale porcje bardzo duże. Ja ledwo wciągnęłam jedno danie. Za dwa dania główne plus napoje zapłaciliśmy nieco ponad 80 zł. Dość sporo. Jednak myślę ze raz na ruski rok można odwiedzić takie klimatyczne miejsce. Jestem bardzo zadowolona.