środa, 17 czerwca 2015

Get ready with me - date night!



Witajcie moi kochani!

Dzisiaj mam dla was cos nowego. Zobaczycie jak umalowałam się, co ubrałam i gdzie byłam z okazji trzech miesięcy z moim kochanym. Myślę, że fajnie, co jakiś czas będzie wam pokazać jak wyglądam, na co dzień, jak się maluje i co robię. Także zapraszam na pierwsze na moim blogu get ready with me!




Twarz i makijaż oczu


Pierwszym krokiem oczywiście jest nawilżenie twarzy. Ja przed makijażem nakładam krem nawilżający z algami filmy Bandi i oczyszczam twarz tonikiem Breath of Freash Air z Lusha. Latem rezygnuje z podkładu wiec najpierw nakładam na większa cześć twarzy korektor Maybelline Anti-Age w kolorze light, który mimo to jest dla mnie za ciemny i za żółty, ale w połączeniu z moim ulubionym Astor Perfect Stay concealer w kolorze ivory, który idealnie przypomina kolor mojej skory (pierwsze zdjęcie).

Następnie nakładam ulubieńca wszechczasów, czyli bronzer do konturowania – Inglot 505 – który ma subtelny jasny kolor i daje zupełnie innego wyglądu naszej twarzy. Żeby nadać skórze trochę blasku nakładam produkty rozświetlające. Produkt, który odbija światło i zawiera drobno zmielone drobinki jest róż z Maxfactor Creme Puff Brush oraz niezastąpiony rozświetlacz z The Balm, czyli Mary – Lou drugie zdjęcie – po roztarciu korektora, nałożeniu bronzera oraz różu).

Jeśli chodzi o makijaż oczu postawiłam na róż w połączeniu ze złotem i lekkim brązem. Jak widzicie na zdjęciu trzecim miałam wyraźną kreskę. Kolor z Inglota, 356 czyli jasny róż powędrował na całą powiekę. Do złamania powędrowała ciutka pomarańczu, czyli nowość w mojej kosmetyczce 361 oraz brudny jasny brąz numer 383. Dla dodatkowego efektu użyłam klasyka z Kobo, czyli 205 Rose Golden. Powędrował na dolna powiekę i na środek górnej. Kreskę zrobiłam eyelinerem w pisaku z H&M.



Włosy



To rzecz banalna, zawsze, gdy chce im dodać jakiegoś kształtu i objętości podkręcam je na prostownice i spsikuje lekko lakierem. Ostatnio używam lakieru z firmy Cien dostępnej w Lidlu. Jest naprawdę bardzo dobry!



Strój dnia!

Wszystko macie opisane u góry ;)




Jedzenie


Jeśli chodzi o jedzenie poszliśmy do chyba najbardziej znanej meksykańskiej restauracji w Trójmieście. Pueblo! Słuchajcie! Jestem zachwycona! Jedzenie pierwszorzędne. Idealne połączenie smaków i niebo w gębie. Nie pytajcie, co zamówiłam. Niestety nie znam hiszpańskiego a moja pamięć do skomplikowanych nazw jest ulotna. Miejsce jest utrzymane w klimacie meksykańskim, żywe kolory i muzyka również utrzymana w meksykańskich, żywych rytmach.  Przy stoliku czekały na nas Nachosy z salsą. Obsługa bardzo miła. Menu czytelne, każde danie dokładnie opisane. Po zamówieniu czekaliśmy na jedzenie piec minut nie więcej. Ceny, co prawda są dość wysokie, ale porcje bardzo duże. Ja ledwo wciągnęłam jedno danie. Za dwa dania główne plus napoje zapłaciliśmy nieco ponad 80 zł. Dość sporo. Jednak myślę ze raz na ruski rok można odwiedzić takie klimatyczne miejsce. Jestem bardzo zadowolona. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz