piątek, 24 kwietnia 2015

Ulubieńcy kwietnia 2015 ! - April Favourites 2015!




Jejciu jak ten czas szybo leci!



Kwiecień miną zastraszająco szybko. Święta, wizyta w Niemczech, i cudowny miesiąc obok mojego narzeczonego. Jak każdego miesiąca znalazło się kilku ulubieńców. Zapraszam do szybkiej lektury.


1.       H&M Divided High Waist

W końcu niebiosa zesłały na mnie spodnie idealne! Wyższy stan, wygodne, świetnie podkreślają nogi i pupe. Jestem w nich zakochana i od kiedy je kupiłam nosze je praktycznie codziennie. Nie rozciągają się i nie spadają z bioder. Idealne! Ich niestety dość sporym minusem jest to, że wszystko się do nich czepia- uważajcie na kurz, włosy, paproszki i innego rodzaju rzeczy, które przyczepią się do waszych spodni.
Kosztowały 15 euro.


2.       P2 perfect color lipliner 129 shy girl

Pierwsza połowa miesiaca była pod znakiem różu na ustach. Najczęściej używałam Golden Rose Velvet Matte 11 jednak ostatecznie moje serce skradła właśnie ta konturówka. Jej kolor to lekki brąz z lekką nutką różu i drobinki, które jednak nie są bardzo widoczne na ustach. Jest bardzo łatwa w aplikacji, miękka i kremowa. Nadaje się idealnie do powiększenia ust i makijażu nude. Utrzymuje się na ustach bardzo długo, bo 6 godzin spokojnie i nawet radzi sobie z jedzeniem i piciem.
Niebawem na blogu pojawi się jej dokładna recenzja.
Kosztowała ok 2 euro.


3.       Max Factor creme puff blush 20 lavish mauve

Ostatnio na blogu pojawiła sie recenzja tych róży. Ten kto nie widział odsyłam
Jest to absolutne odkrycie. Zastanawiam się czy nie dokupić więcej kolorow bo jestem w nich zaochana. Nie bez powodu wszyscy o nich mówią! Połączenie różu i lekkiego rozświetlacza to strzał w dziesiątkę!
Cena regularna to 50-60 zł. Do końca kwietnia z kartą lifestyle kupicie je za 25 zł.


4.       Teeanne biała herbata z mango i cytryną

Tak, herbata znalazła się w ulubieńcach! Nigdy zbytnio nie wydziwiałam z herbatami. Standardem była zwykła czarna herbata. Jednak, kiedy odkryłam (z drobna pomocą mojego misia) zielone herbaty teekanne zapragnęłam poznać je bardziej. W Niemczech mam wrażenie te herbaty są bardziej popularne. W realu dorwałam miedzy innymi tą białą herbatę z mango i cytryną, natychmiast się zakochałam. Jednocześnie dodaje energii i uspokaja. Jedna zapaszka starcza na dwa zalania. Mmmm… i ten smak. Polecam ją zakupić, jeśli będziecie mieli okazje.
Jej cena to ok 2,5 euro.


5.       Książka – Tolkien, Władca pierścieni, trylogia


Prezent od misia. W kwietniu jak wiadomo były święta a 9 kwietnia miałam imieniny to był ‘skromny’ prezent od niego. Cwaniaczek dobrze wiedział, co mi podarować. Wspominałam mu kiedyś, że bardzo bym chciała dorwać się do Władcy, bo uwielbiam Tolkienowskie opisy i żałuje, że jeszcze nie przeczytałam tego klasyku literatury fantasy. No i dostałam. Jeden z lepszych prezentów, jakie dostałam w życiu! Jestem dopiero pod koniec pierwszej księgi (cała książka ma ich aż sześć) ale już wiem, że to będzie coś pięknego. Zdziwiłam się nieco, bo książka a film to dwie różne historie. Zapraszam do lektury, jeśli tylko będziecie mieli okazje!



poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Kilka słów o Max Factor Creme Puff Blush ! - Something about Max Factor Creme Puff Blush !




Róż marzeń !

Gdy tylko zobaczyłam na zagranicznych blogach Hourglass Ambient Lighting Blushers zakochałam się. Byłabym w stanie zbierać każdą złotówkę by kupić jeden z tych piękności! Na szczęście firma Max Factor uratowała myślę nie tylko mój portfel i wydała Creme Puff Blush!- czyli bardzo dobrą kopie Hourglas.

Nowe Max Factor Creme puff blush dostępne są w sześciu odcieniach i w regularnej cenie kosztują miedzy 50 – 60 zł. Hourglass kosztują aż 30 funtów, czyli kradzież w biały dzień. 
Hourglass działają na tej samej zasadzie, co Max. Są to wypiekane róże i zawierają rozświetlające pigmenty by ożywić i rozświetli skórę.

Jeśli chodzi o opakowania są one okrągłe plastikowe, ale jednocześnie solidne. Są proste lekkie i spełniają swoje zadanie.

Róże bardzo łatwo się aplikuje na policzki! Każdy znajdzie odcień dla siebie. Jest idealny na wiosnę i lato by ożywić cały wygląd twarzy. Produkt wystarczy nałożyć na szczyty kości policzkowe by z różu stal się subtelnym rozswietlaczem.

Max factor zrobiło dobra robotę tworząc te róże. Nie musimy zbierać złotóweczek i czekać aż Hourglass będzie dostępne w Polsce.
Pędźcie do SuperPharm bo do końca kwietnia można dostać te róże w przecenie. Wystarczy, że macie kartę lifestyle i te róże dostaniecie za 25 zł.


Tak prezentują się odcienie:

Lovely Pink – najjaśniejszy odcień, nadaje się dla zupełnych bladziochów by nadać policzkom subtelny wygląd
Nude Mauve – średni odcień, zastanawiałam się czy go nie kupić! Idealny!
Seductive Pink- średni odcień, typowy odcień soczystego różu
Lavish Mauve – średni odcień, właśnie ten wybrałam! Brudny odcień brzoskwiniowego różu! Uwielbiam!
Alluring Rose – średni odcień, typowy brudny róż

Gorgeous Berries- najciemniejszy odcień, mocno się zastanawiam czy go nie dokupić, mocny odcień czerwono jagodowy. Jestem ciekawa jakby się prezentował na policzkach.



czwartek, 16 kwietnia 2015

What's in my bag - Spring Edition!



Hej, hej, hej!

Dzisiaj przychodzę do was z szybkim postem, jak tytuł mówi będzie to tag: What’s in my bag?, czyli co jest w mojej torebce. Dzisiaj mam dla was edycje wiosenną! Wiosna coraz bardziej wybija się z szarych chmur, jest coraz cieplej, baletki wyciągnięte a trencze wiszą na wieszaku.
Przedstawiam wam moja nowa torebkę, jest to dokładniej mówiąc modny ostatnio worek.  Kupiłam go w Primarku za 8 euro.  Na wiosnę jest idealny! Jest ze skóry ekologicznej i mieści o dziwo bardzo dużo. Bo oprócz tego, co widzicie na zdjęciach spokojnie mieści się jeszcze spore, plastikowe etui na okulary.

Jeśli jesteście zainteresowani, co trzymam we wiosennej torebce zapraszam do czytania :)



Najpierw zacznijmy od mojej kosmetyczki, która idealnie się mieści do mojego małego worka. Mam w niej tylko rzeczy potrzebne. Kosmetyczka jak widzicie jest przezroczysta w kwiaty. Dostałam ja kiedyś, jako gratis do zakupów w Sephorze.

Pierwsza rzeczą niezbędną jest zapasowa gumka do włosów. Jeśli chodzi o gumki do włosów to od wielu, wielu lat jestem wierna gumkom z H&M.


Zaczyna się robić, co raz cieplej wiec rzeczą, która wpada do mojej kosmetyczki jest puder. Matowe, ale zarazem satynowe wykończenie daje Sexy Mama z TheBalm. Używam go już od 2 lat i nie widać denka! Produkt nie daje efektu maski i nie widać go na buzi! Uwielbiam go!

Do nakładania pudru używam pędzla z Hakuro H13. Nadaje się tylko do togo, nie przepadam za tym pędzlem, ale o tym pisałam wam Tu !

Zawsze ze sobą nosze miniaturkę perfum Versace. Jest to zapach świeży, przyciągający, lekko cytrusowy. Mój ulubiony na ta chwile!

Nie przepadam za tuszem Eveline big volume explosion, ale nosze go przy sobie żeby jak najszybciej go zużyć. Niestety ten tusz nie daje big volume. Jeśli mam być szczera nie robi nic szczególnego z rzęsami.

Produktem, który lubię bardzo jest korektor Kobo modeling iluminator. Jest kremowy, świetnie stapia się ze skora i całkiem przyzwoicie kryje. Używam go codziennie.

O pomadkach Velvet Matte z Golden Rose każdy już słyszał. Mat na ustach to u mnie mus. Kolor 02 to kolor idealny, na co dzień w stylu ust Kylie Jenner. Ulubieniec wszechczasów. Wiecej na ich temat przeczytacie Tu !

Konturówki z essence zachwalałam już Tu !. Są to moje ulubione konturówki! Kremowe, świetnie się aplikują. Za cenę 5 zł nic tylko kupować. Kolor 06 jest moim ulubionym i idealnie pasuje do pomadki Golden Rose.


No i rzeczy oczywiste! Wiadomo portfel – skórzany-  dostałam go 5-6 lat temu i trzyma się świetnie, klucze do domu, telefon, obowiązkowo ładowarka, chusteczki – męczyłam się ostatnio z zatokami, ipod shuffle – bez muzyki ani rusz, Biedronkowe tic tacki – wiadomo, czasem się przydają, cukier- pozostałości po wizycie w kawiarni.

piątek, 10 kwietnia 2015

Haul - czyli zakupy z Niemiec, dary losu i ostatnie zakupy / Haul - purchases from Germany, gifts and recently buy





Mini Haul zawsze dobry!


Witajcie moi mili po świętach! Nie wiem jak u was, ale ja pękam z przejedzenia!
Jeśli śledzicie mojego Instagrama (miapolkj) wiecie że te święta spędzałam u rodziny w Hannoverze. Byłam tam prawie tydzień i oczywiście po za jedzeniem odwiedziłam Primarka i drogerie DM. To dwa obowiązkowe miejsca, gdy odwiedzam Niemcy ;)
Ten Haul będzie dość malutki jak sami widzicie, ponieważ tym razem miałam ograniczone środki do wydania na zakupy.

Pokaże też wam, co dostałam i co ostatnio kupiłam.



Najpierw ciuszki!

Pierwszym darem losu był ten genialny, oversizeowy sweter! Właśnie czegoś takiego potrzebowała moja szafa! Nie istotny jest fakt, że zaczęła się wiosna a na dworze jest naprawdę ciepło, taki sweter zawsze się przyda. Biało- granatowy w pepitkę z eleganckimi guzikami, czyli oversizowy sweterek Channel. Świetny! Babcia powiedziała, że ten sweter jest prawie tak stary jak ja, metka mówi, że jest z C&A.

Kolejnym swetrowym hitem jest również oversize (lubię mieć u góry luźno, nic nie poradzę) tym razem z Primarka. Rozmiar całkowicie nie mój – ja nosze 36/38 a ten dorwałam w rozmiarze 40 wiec widać, że jest dla mnie za duży, ale to dobrze! Czym luźniej tym lepiej! Niby zwykły szary sweter, ale dziewczęcości dodaje mu biała wstawka na dole z przodu. Ten sweter wcale nie był rzeczą, którą musiałam mieć, ale kosztował na przecenie 3 euro! Okazja! Mam nadzieje, że szybko się nie zniszczy.


Jak pisałam wam bodajże w ulubieńcach marca ostatnim czasem schudłam parę kilo i każda para moich spodni zaczęła mi spadać z pupy wiec głównym celem właśnie na zakupy było znalezienie dobrych spodni! Udało się! Pierwsze z Primarka są jeansowe. Mają dość wyjątkowy kolor, który zakładam – będzie pasował do większości rzeczy w mojej szafie! Ku mojemu zdziwieniu są to high waisty – nie miałam pojęcia, że w takim kroju będzie mi dobrze, a jednak! Kosztowały 15 euro, tak jak i drugie spodnie tym razem z H&M! Do H&M weszłam przypadkowo- przecież u nas w Polsce też jest ten sklep wiec nie wiem, po co tam weszłam, ale dobrze, że to zrobiłam! Od razu rzuciły mi się w oczy te czarne spodnie! Chwyciłam, przymierzyłam, kupiłam! Ideał nie spodnie! Jeśli się zniszczą kupie identyczne!


Kolejnymi rzeczami z serii fashion są skarpetki. Pomyślicie – ale wariaka kupuje skarpetki w Niemczech. Tak! Na dodatek dodam, że są to skarpetki męskie. Wariatka do kwadratu, ale nie mogłam się oprzeć! Te wzory! Ja cierpię na nudę skarpetkowa – w mojej szafie są praktycznie tylko skarpetki koloru czarnego. Nudy. Te skarpetki dorwałam za jedyne 1 euro. Mają super wzory i już się zastanawiam, co zrobić żeby ludzie na ulicy patrzeli się na moje skarpetki!

Ostatnią rzeczą z serii ciuszkowej jest t-shirt – ni to w sumie t-shirt ni crop top – coś pomiędzy. Musiałam go kupić! Te muszelki i ten napis! Przesłanie uderza po twarzy każdego, kto na niego spojrzy. Tak, jest dwuznaczny, ale o to chodzi! Kosztował 5 euro i nie żałuje!


Rzeczą ni z serii ciuszkowej ni kosmetycznej są oczywiście ukochane przeze mnie herbatki teekanne.  W Polsce latam za nimi i nigdzie ich nie mogę znaleźć. W Niemczech maja ich od cholery! Na moim Insta znajdziecie foto sklepowej polki z tymi herbatkami! Szok. Ja wybrałam dwie- zieloną herbatę z cytryną i grejpfrutem oraz białą herbatę z mango i cytryną! Mniam! Ich cena to ok 2 euro.


Jaką bym była osoba jakbym nie wstąpiła do DM na małe zakupki. Miałam postanowienie żeby nie kupić za wiele bo w sumie niczego nie potrzebowałam no ale… kupiłam 3 rzeczy – i tak jestem z siebie dumna!

Pierwsze są konturówki (mam już milion, ale w Polsce nie ma marki P2 – to moje usprawiedliwienie- a konturówek nigdy dość). Jestem bardzo ciekawa jak się będą sprawowały. Oczywiście dam wam znać, co o nich myślę. Kupiłam dwie żeby oczywiście mieć porównanie.
Pierwsza z nich to  P2 perfect look lipliner w kolorze 150 fuchsia, druga to perfect color lipliner w kolorze 129 shy girl. O shy girl co chwila wspomina Szusz- vlogerka youtubowa. Jestem bardzo ciekawa tych konturówek. Ich cena to ok 2 euro.

Kolejnym produktem must have gdy odwiedzamy Niemcy jest korektor Maybelline Instant Anti – Age efekt mój w kolorze 01 light. Tego produktu tez nie ma w Polsce a na youtube trąbia o nim wiec musiałam go kupić i przekonać się na własnej skórze czy rzeczywiście jest taki super ekstra. Boje się, że może być dla mnie za ciemny – bo moja skora jest biała jak karta, ale zobaczymy! Kosztował prawie 10 euro. Sporo jak dla mnie.


Ostatnim produktem z serii kosmetycznej jest róż, który kupiłam dzień przed wyjazdem do Niemiec i używałam go dzień w dzień, jest to róż z Max factor creme puff blush mój kolor to 20 lavish mauve. Hit nad hity! Musze przyznać ze jest chyba lepszy od mojego kochanego Frat Boya z TheBalm. Kupiłam go na promocji w super pharm za 25 zł! W regularnej cenie kosztuje prawie 60! Wiec ja wam mówię – biegnijcie go kupić!

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Monday Mani - Golden Rose nail lacquer 102, 103




Zaczynamy nową serie na blogu! Monday Mani!


Witam Was ponownie na moim blogu! Przychodzę do Was z nowa serią kosmetyczną – Monday Mani! Będzie to seria postów, która będzie dotyczyła moich ulubionych lakierów do paznokci. Będę wam pokazywała jak wyglądają na paznokciach i pisała, za co je lubię ;) Mam nadzieje, że ta seria postów przypadnie Wam do gustu i liczę na to, że będziecie mi doradzać, jakie lakiery powinnam wypróbować.

Jeśli to nie są Wasze pierwsze odwiedziny na moim blogu mogliście zaobserwować, że mam słabość do produktów Golden Rose! Jeśli znacie chodź trochę te markę sami możecie stwierdzić, że mają świetnej, jakości lakiery.

Moimi ulubionymi są zdecydowanie te z serii Rich Color!

Na stronie jest dostępnych ok 100 kolorów do wyboru. Wiec jestem przekonana, że każdy znajdzie coś dla siebie.  Moimi ulubionymi odcieniami z całej gamy kolorystycznej są na chwile obecną kolor 102 oraz 103!

102- chłodny/ brudny odcień czegoś pomiędzy niebieskim a szarym
103- dość jasny, ale przydymiony odcień koloru liliowego z domieszką szarości


Jakie widzę plusy w tym lakierze?:

·         Wygodny, szeroki pędzelek ułatwię rozprowadzenie lakieru po całej powierzchni paznokcia
·         Dwie warstwy wystarcza by na paznokciu nie było prześwitów
·         Lakier zapewnia piękny połysk na paznokciu
·         Długo się utrzymuje – spokojnie 4-5 dni
·         Cena – kosztuje ok 6 zł!
·         Nie odpryskuje się
·         Gdy wyschnie bardzo dzielnie znosi wszelkiego rodzaju stłuczenia

Minusy:
  •     Dość długo schnie – bo prawie 3 godziny do całkowitego wyschnięcia



Podsumowując lakiery sprawują się rewelacyjnie a na paznokciach dają idealny efekt. Jak zwykle produkty Golden Rose nie zawiodły. Jak mogliście czytać w poprzednich postach gdzie brałam pod lupę produkty z GR jest to połączenie niskiej ceny i wysokiej, jakości! Jeśli będziecie omijać stoisko Golden Rose uwierzcie mi warto spojrzeć nie tylko na ich świetne pomadki ( o serii Velvet Matte pisałam Tu!, a o serii Vision Lipstick pisałam Tu! ) , ale na lakiery również! Może seria Rich Color również stanie się waszą ulubioną!



środa, 1 kwietnia 2015

Ratujemy pokruszone kosmetyki! - Rescuing crushed cosmetics!




Ratujemy Mary -Lou!



Dzisiaj mam dla was post, który mam nadzieje, że wam się nie przyda. Żadnej dziewczynie nie życzę temu żeby jej ukochany kosmetyk rozsypał się na kawałki. Niestety w moim przypadku tak się właśnie stało. Każda maniaczka kosmetyków zna chyba Mary – Lou (słynny rozświetlacz z TheBalm). To zdecydowanie jeden z moich kochanych kosmetyków. Musicie mi uwierzyć, że dbałam o niego jak o dziecko wiec jak zobaczyłam pewnego dnia, co się z nim stało myślałam, że padnę na zawał.  Nie wchodziło w grę wyrzucenie mojego kochanego rozswietlacza. Postanowiłam go ratować!


Czego potrzebujemy żeby uratować nasz pokruszony kosmetyk?

·         W moim przypadku moja biedna Mary –Lou
·         Spirytus salicylowy- obowiązkowy ! bez niego ani rusz ( kupicie go w każdej aptece za nie całe 2 zł)
·         Trzonek pędzelka – oczywiście możecie go zastąpić czymś innym, co dobrze rozkruszy wasz kosmetyk
·         Nakrętka od napoju


Krok po kroku:

1.       Nie pokruszyłam całego kosmetyku (chociaż teoretycznie powinno się tak zrobić) większy, nienaruszony kawałek zostawiam nienaruszony.  Trzonkiem pędzelka kruszę kranice kosmetyku i małe pokruszone kawałki!
2.       Do pokruszonego kosmetyku ostrożnie, kropelka po kropelce dodaje spirytusu. Uważajcie żeby nie dodać go za dużo! Jeśli zalejecie produkt będzie on nadawał się do wyrzucenia.
3.       Gdy stwierdzicie ze konsystencja pokruszonego kosmetyku zalanego spirytusem jest odpowiednia wszystko wyrównujemy nakrętką po napoju.
4.       Gdy wyrównacie krawędzie produktu odstawcie kosmetyk na minimum 24 godziny na kaloryferze żeby spirytus wyparował.



Te bardzo proste kroki mogą sprawić, że kosmetyk, który spisaliście na straty będzie prawie jak nowy. Jeśli chodzi o moja operacje, która przeprowadziłam na Mary praktycznie wszystko się udało. Różnica jest to, że produkt nie nabiera się już tak łatwo. Musze rzeczywiście mocno przyłożyć pędzel.