Ratujemy Mary -Lou!
Dzisiaj mam dla was post, który mam nadzieje, że wam się nie
przyda. Żadnej dziewczynie nie życzę temu żeby jej ukochany kosmetyk rozsypał się
na kawałki. Niestety w moim przypadku tak się właśnie stało. Każda maniaczka
kosmetyków zna chyba Mary – Lou (słynny rozświetlacz z TheBalm). To zdecydowanie
jeden z moich kochanych kosmetyków. Musicie mi uwierzyć, że dbałam o niego jak
o dziecko wiec jak zobaczyłam pewnego dnia, co się z nim stało myślałam, że padnę
na zawał. Nie wchodziło w grę wyrzucenie
mojego kochanego rozswietlacza. Postanowiłam go ratować!
Czego potrzebujemy żeby uratować nasz pokruszony kosmetyk?
·
W moim przypadku moja biedna Mary –Lou
·
Spirytus salicylowy- obowiązkowy ! bez niego ani
rusz ( kupicie go w każdej aptece za nie całe 2 zł)
·
Trzonek pędzelka – oczywiście możecie go zastąpić
czymś innym, co dobrze rozkruszy wasz kosmetyk
·
Nakrętka od napoju
Krok po kroku:
1.
Nie pokruszyłam całego kosmetyku (chociaż teoretycznie
powinno się tak zrobić) większy, nienaruszony kawałek zostawiam
nienaruszony. Trzonkiem pędzelka kruszę kranice
kosmetyku i małe pokruszone kawałki!
2.
Do pokruszonego kosmetyku ostrożnie, kropelka po
kropelce dodaje spirytusu. Uważajcie żeby nie dodać go za dużo! Jeśli zalejecie
produkt będzie on nadawał się do wyrzucenia.
3.
Gdy stwierdzicie ze konsystencja pokruszonego
kosmetyku zalanego spirytusem jest odpowiednia wszystko wyrównujemy nakrętką po
napoju.
4.
Gdy wyrównacie krawędzie produktu odstawcie
kosmetyk na minimum 24 godziny na kaloryferze żeby spirytus wyparował.
Te bardzo proste kroki mogą sprawić, że kosmetyk, który spisaliście
na straty będzie prawie jak nowy. Jeśli chodzi o moja operacje, która przeprowadziłam
na Mary praktycznie wszystko się udało. Różnica jest to, że produkt nie nabiera
się już tak łatwo. Musze rzeczywiście mocno przyłożyć pędzel.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz