czwartek, 4 czerwca 2015

SUMMER ESSENTIALS/ ULUBIEŃCY!/ Cz.1 Twarz (korektory, pudry, róże, bronzery), coś innego.



Makijażowe niezbędniki  na lato! cz.1


Nie ukrywajmy, lato zbliża się wielkimi krokami. Nie wiem jak u was, ale u mnie codziennie parno i gorąco. Jeśli mam być szczera bardzo nie lubię takiej pogody, strasznie się mecze a moja blada twarz ucieka od słońca jak może. Bladziochy mnie zrozumieją, nikt nie chce chodzić poparzony od słońca a moja skóra właśnie tak reaguje, gdy ma dłuższy kontakt ze słońcem. Chyba niedługo będę musiała nakładać na twarzyczkę mocny SPF.
Ale dzisiaj nie o tym jak nie lubię słońca tylko o tym, jakie produkty kosmetyczne pojawiają się na mojej kosmetyczce, gdy nadchodzą ciepłe dni. Zapraszam do lektury.


~

Coś innego:
Moi ostatni ulubieńcy. Bez nich nie widzę przyszłych miesięcy!


Okulary- converse

 Moje jedyne i ukochane okulary. W związku z tym, że, na co dzień nosze okulary korekcyjne dopiero w zeszłym roku zaczęłam przygodę z okularami przeciwsłonecznymi, bo już byłam zdenerwowana jak promienie słońca raziły mnie przez okulary korekcyjne. Zainwestowałam wiec w porządne okulary i jestem zadowolona. Przeżyły już bardzo dużo i nawet rysy na nich nie widać! Może w tym roku kupie sobie kolejne okulary, bo podoba mi się jak fajnie można w nich wyglądać.


Lakier- Miss Sporty Lasting Color Maxi Brush 548

Świetny szaro- niebieski kolor.  Pasuje do mojej jeansowej kurtki, która ostatnio nosze. Lakier moim zdaniem wysycha o wiele szybciej niż Rimmelowskie 60 seconds. Wystarczą mu dwie warstwy do pełnego krycia. A wysycha po poł godzinie. Ja jestem w nim zakochana. Kosztuje grosze, wygląda bardzo dobrze a na paznokciach potrafi się utrzymać 4- dni bez żadnego odprysku. Nic tylko malować paznokcie. Na pewno pojawi się w poście Monday mani, bo jest godny uwagi. Czekajcie na post!


Inglot – perfum w kremie Freedom System Mandarin

Pisałam o nim Tu!
Świerzy, cytrusowy zapach w kremie. Tylko mój kochany Inglot mógł coś takiego wymyślić. Dostając to od mojego kochanego wiedziałam, co dostaje. Dostaje coś, co wiedziałam, że będzie świetnie. Czaiłam się bowiem na tą cudowność od jakiegoś czasu i każda moja wizyta w Inglocie kończyła się wysmarowaniem tym perfumem. Mimo że w regularnej cenie kosztuje nieco ponad dwadziescia złotych zachowuje się jak perfum za sto pięćdziesiąt złotych. Utrzymuje się na skórze dobre osiem godzin. To zdumiewające. Must have na lato tym bardziej ze zapach nie jest ciężki.




Twarz (korektory)


Nie wiem jak wy, ale ja, gdy przychodzi słońce rezygnuje z podkładów. Mimo ze moja cera teraz nie jest idealna, bo co chwilka jeszcze wychodzą mi jakieś niedoskonałości po ostatniej wizycie u kosmetyczki, ale moim zdaniem bez sensu zatykać pory to po pierwsze a po drugie pewnie każdy podkład po kilku godzinach by ze mnie spłyną. Także podkład zamieniam zdecydowanie na korektor!


Maybelline- instant anti-age 001 light

Korektor jest niestety nie dostępny w Polsce. Ja swój kupiłam w Niemczech i pisałam o nim Tu!
Niestety ten najjaśniejszy z dostępnych kolorów jest zdecydowanie dla mnie za ciemny. Powiedziałabym więcej, że kolor nie nadaje się dla polek tym bardziej bladziochów. Odcień light jest bardzo żółty i zdecydowanie za ciemny. Zdecydowałam się go używać, dlatego że jest lekki i ani trochę nie wysusza.  Żółty odcień tego korektora całkiem dobrze ukrywa zasinienia pod oczami. Mieszam go z:


Astor - Perfect Stay Concealer ivory

Astor w porównaniu z Maybelline idealnie wpasowuje się w kolor mojej skóry. Nie rozjaśnia jej, co prawda, mimo że słyszałam opinie, że to chyba najjaśniejszy korektor, jaki można dostać w drogeriach. Korektor ma krycie średnie, które oczywiście można budować. Jest moim zdaniem troszkę za ciężki pod oczy, ale dobrze zakrywa zaczerwienienia!

Także Maybelline ląduje pod oczy a Astorowym korektorem rysuje kreskę na czole, brodzie i nosie. Wszystko ładnie blenduje pędzlem do podkładu i pilnuje żeby korektor z Maybeline nie zrobił żadnych żółtych plam. Twarz gotowa!




Twarz ( puder, bronzery, róż)


Mimo że w moich niezbędnikach na lato nie ma rozświetlacza każdy, oprócz pudru, zawiera drobinki, które pięknie odbijają światło. Rozświetlacz nie jest już konieczny.
Zaczynając od:


Sexy mama z TheBalm

Czyli od pudru. To mój jedyny puder, jakiego aktualnie używam. Nie jestem, bowiem zwolenniczką pudru jednak korektor, gdy jest upał trzeba czymś utrwalić. A ten do tego zadania nadaje się idealnie. Co najważniejsze zupełnie nie widać go na skórze! Nic! Zero! Gdy wcześniej używałam pudru z Rimmela Stay Matte czy pudru z Manhatana były chodź trochę widoczne. Ten automatycznie wtapia się w skórę i naprawdę matowi na cały dzień. Mimo ze skore matowi jego wykończenie jest bardziej satynowe. Mam produkt prawie 3 lata i nie widać dna. TheBalm nigdy nie zawodzi.



Nie wiem jak wy, ale ja latem raczej chowam róże i przerzucam się na bronzery. Jak wspominałam wyżej nie lubię słońca a głupio chodzić z blada twarzą w środku lata. Oto moje dwa bronzery, które będę używała pewnie codziennie przez najbliższe miesiące:


Inglot – puder do modelowania twarzy HD no.505

Pisałam o nim Tu!
To idealny produkt do konturowania. Zupełnie zdetronizował moją Bahame Mame. Bahama moim zdaniem jest cieplejsza i mniej nadaje się do wyznaczania cienia na naszej twarzy. Inglot jest tez bardziej suchy w swojej konsystencji i mam wrażenie ze nieco mniej wydajny. Zawiera w sobie małe drobinki, które odbijają światło. Każdy bladzioch powinien mieć w swej kosmetyczce ten produkt! Ja jestem zakochana i niebawem planuje kupić róż z Inglota żeby zobaczyć czy jest tak sami świetny jak ten produkt.


L’Oréal Paris- Glam Bronze 102

Bronzer do ocieplania twarzy razem z rozświetlaczem. Idealne połączenie na lato. Ciepły odcień brązu opala nam twarz a rozswietlacz odbija słońce. Ja mieszam bronzer z rozświetlaczem i taką mieszankę daje na policzki. Genialny efekt opalonej, świeżej skóry. Jest dość suchy w swojej konsystencji i trzeba uważać by sobie nie pacnąć go za dużo na policzki. Jego cena to ok 55 zł wiec dość sporo, ale myślę, że jest wart swojej ceny. Uważajcie jest trudno dostępny. Ja kupiłam go w Rossmanie, Gdańsk,  c.ch. Manhattan. 


Jedyny róż, jaki wyjęłam na lato to:


Cabana Boy z TheBalm

Dlaczego on? Jest najbardziej intensywnym różem, jaki posiadam. Tak! Wychodzę ze swojej strefy nomfortu. Wcześniej rzadko go używałam, bo myślałam, że nadaje się tylko dla osób z ciemniejsza karnacja, ale fajnie wygląda, gdy się go da odrobinkę na twarz przed wcześniejszym ociepleniem twarzy.  Nawet pasuje do moich blond włosów. Uczę się go używać i myślę, że na lato nada się świetnie.  Jak wspominałam jest intensywny wiec uważajcie z jego nakładaniem. Oczywiście jak to produkt z TheBalm jest niesamowicie wydajny. Zapomniany Cabana Boy wraca na lato do łask. 




W nastepnym poście pojawi sie druga cześc Summer Essentials z produktami do ust oraz oczu.
Zapraszam! 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz